Całkowicie unikalny w swojej wizji, Dion Lee łączy strukturę architektoniczną z podstawami technik jak cięcie, warstwowanie. Docenia formę i kobiece ciało jak żaden australijski projektant przed nim. Moda z antypodów kojarzy się bardziej z relaksem, praktycznością, luzem. Lee jest jak uderzenie piorunem w odległy kontynent.

Jest nowym, rozchwytywanym talentem, jakiego Australia dawno nie miała. Trzeba tylko czekać aż podbije resztę świata, spełnić marzenie wielu innych przed nim, którym się nie powiodło. 
Kolekcja pokazana na tegorocznym australijskim tygodniu mody, stała się hitem z dnia na dzień, robiąc z Lee gwiazdę narodową. Co prawda była to trzecia kolekcja projektanta, więc napiętnowana ciężką pracą a nie pstryknięciem palców. Warto było czekać. Dion Lee rozpoczął swój biznes zaraz po szkole, bez większego doświadczenia. „Nadal czuję, że mam przed sobą jeszcze długą drogę, zanim zacznę się głaskać z zadowoleniem po plecach!”

Co zainspirowało kolekcję Wiosna /Lato 2010? Lee czerpał natchnienie z rzeźby zmiażdżonego samochodu amerykańskiego artysty Johna Chamberlaina. Spodobała mu się wizja tworzenia skruszonych i skręconych form. Wychodząc od tego Dion, zintegrował elementy biżuterii na odzieży, za pomocą szkła i srebrnych łańcuszków niczym uprzęże, które tak jakby łączą ze sobą części odzieży. To pomysł posiadania dwóch części ubioru, które się ze sobą powiązane i spięte, tak aby tworzyć jedną.

Estetyka Lee jest dość awangardowa. Przy tym pozostaje wierna funkcjonalnym cechom z których znana jest Australia. Jest to wyzwaniem dla projektanta, który stwierdza że najważniejsze jest wyczucie balansu, wiedza kiedy trzeba poprzestać na danym pomyśle. 
Następnym celem Dion jest wystawienie kolekcji w Paryżu, choć utrzymuje przy tym, że póki ma przed sobą inspirujące wyzwania, jest szczęśliwy