Badania potwierdziły ten proceder. Już w raporcie Kinseya (pierwsze, rewolucyjne badania nad seksualnością ludzką) zostały przedstawione dane mówiące, że zdradza około 50% mężczyzn i zaledwie 26% kobiet. Kolejne badania (przeprowadzone przez uniwersytet w Richmond) także pokazywały perfidie panów: 29 % z nich przyznało się do zdrady, kobiet zaś zaledwie 18,5%.

Czyżby więc warto było w tym momencie zaśpiewać piosenkę „facet to świnia”? Niekoniecznie. Naukowców z uniwersytetu z Richmond coś tknęło po przeprowadzeniu swoich badań, postanowili więc przeprowadzić je jeszcze raz na tych samych osobach. Okazało się wówczas… że 10% pań zdradzało, ale nie przyznało się do tego w (anonimowych przecież!) badaniach – „przypomniały sobie” o niewierności dopiero w drugim badaniu. W ten sposób statystyka okazała się diametralnie inna! Okazuje się, że na 29% zdradzających panów przypada 28,5% zdradzających kobiet (przy czym brakujące 0,5% trudno uznać za twarde dane i może je ująć w granicy błędu statystycznego).

Dodatkowo naukowcy chcieli zbadać jaka ilość partnerów wie o zdradzie przez partnera. Początkowo wyszło, że 94% panów wie o nich na zaledwie 80% pań. Kiedy jednak okazało się, że panie nawet w wypadku zapewnionej anonimowości nie przyznają się tak łatwo do „skoków w boku”, te dane trzeba było wyrzucić do kosza.

Prawda może się okazać szokująca dla obu stron. Okazuje się, że jesteśmy tacy sami w kwestii zdrad, płeć nie gra tu żadnej roli (poza skrytością co do nich)