Kraje Beneluksu już od wielu lat szokują nas kontrowersyjnymi wydarzeniami i odważnymi decyzjami. Wielu jednak przecierało oczy ze zdumienia i pukało się w głowę kiedy okazało się, że ogłoszenie na temat konkursu piękności dla bezdomnych pań jest czymś więcej niż pogłoską.

Sprawczynie całego zamieszania i organizatorki konkursu, Mathilde Pelsers oraz Aline Duportail z Belgii od kilku dni pozostają na ustach całego świata. W podobnej sytuacji jest zwyciężczyni nietypowego konkursu, 58-letnia Miss Bezdomnych, Therese Van Belle, która w nagrodę oprócz wątpliwej jakości popularności otrzymała skromne, opłacone na rok z góry mieszkanie w centrum Brukseli oraz pomoc w znalezieniu pracy. Pozostałe laureatki obdarowane zostały kosmetykami oraz bonami na zakupy oraz na wizytę u fryzjera. Czyli tym, czego naprawdę potrzebują (akcent lekko ironiczny).

W jaki sposób doszło do realizacji tego szokującego przedsięwzięcia? Pomysłodawczynie konkursu, od wielu lat związane z aktywnym działaniem na rzecz osób bezdomnych, postanowiły z większym rozmachem zwrócić uwagę świata na problem rosnącej bezdomności, ze szczególnym naciskiem na jego nową odmianę, tzw. squatting (nielegalne mieszkanie w pustostanach lub magazynach, zwykle z wyboru, a nie z konieczności). Pozornie filantropijne intencje wzbudziły jednak ostry sprzeciw środowisk politycznych oraz działaczy społecznych, którzy sprzeciwiali się komercyjnemu i stricte promocyjnemu charakterowi akcji. Szczególnie krytycznie na temat inicjatywy pani Pelsers wypowiedział się sekretarz stanu ds. walki z ubóstwem, Phillippe Courard, nazywając wybory „akademią gwiazd nędzy”. Organizacje charytatywne demonstrowały swoje niezadowolenie określając wydarzenie „bezdusznym cyrkiem”. Nie brakowało również radykalnych opinii sugerujących, że konkurs miał być jedynie nową formą wyrafinowanej rozrywki dla znudzonych rutyną burżujów.

Faktem jest, że te specyficzne wybory miss niewiele miały wspólnego z pięknością. Szelest sukien wieczorowych nie był w stanie ukryć gorzkiej prawdy. Wygrała bowiem nie ta, która najlepiej się prezentowała, ale ta, która wylała najwięcej łez i najbardziej wzruszyła publiczność. Na usta ciśnie się jednak strategiczne pytanie: czy za rok Therese zdoła ponownie zawojować serca widowni i utrzymać dane jej w prezencie na rok mieszkanie? A może będzie musiała zadowolić się jedynie bonami na wizytę u fryzjera?