Szkoły językowe to biznes jak każdy inny. Z tą tylko różnicą, że szkoły i kursy to pewny zysk. Ciągle rośnie popyt na naukę języków obcych, nie maleje szał na język angielski, ale coraz częściej zainteresowanie pada między innymi na języki skandynawskie. 

Jak w każdym biznesie, łatwo tu o oszustów. Wspaniałe hasła w stylu ‘nauczymy cię języka w miesiąc’ czy ‘niezawodny kurs gwiazd’ to tylko niektóre metody, które skłaniają klientów ku podejrzanym, często niezarejestrowanym nauczycielom, lektorom i zajęciom. Co raz ktoś podaje się na native speakera, z racji na to, iż cieszą się oni zaufaniem jako nauczyciele. No i… to takie modne uczyć się angielskiego od rodowitego anglika…

Jak nie dać się nabrać? 
Przed dokonaniem wyboru szkoły językowej lub nauczyciela, warto przeprowadzić małe rozeznanie, wywiad środowiskowy. Popytać obcych lub znajomych, na przykład na forach internetowych, kto z jaką szkoła miał do czynienia, którego lektora poleca, a którego odradza. Kiedy już padnie wybór, umawiając się z przedstawicielem szkoły należy zwrócić uwagę na wiele szczegółów, na przykład czy przedstawiciel nie wymaga podejrzanych zaliczek przed podpisaniem umowy, czy podany jest wymiar godzin i zakres programu, jak dobierana jest grupa, bowiem często zdarza się, że jest ona kompletowana nieudolnie – w jednej znajdują się osoby o skrajnie różnym poziomie języka, przez co cierpią zarówno ci lepiej znający obcą mowę, jak i ci bardziej początkujący. Same podejrzane kursy są prowadzone na niskim poziomie. 

„Gazeta Prawna”, niektóre szkoły językowe nie chcą zwracać pieniędzy za niewykorzystane lekcje np. w przypadku rezygnacji z kursu w czasie jego trwania. Takie obostrzenia wpisują do umowy, czasem już po jej podpisaniu. Jest to oczywiste oszustwo, którego trudno jednak dowieść, bo nie zawsze otrzymać można kopię umowy, zresztą nie każdy pamięta, że do takiej kopii ma prawo. O takich przypadkach należy powiadamiać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Jeśli płatność za kurs jest rozłożona na raty i uczeń po wykorzystaniu kilku opłaconych lekcji nie chce dalej uczęszczać do szkoły, nie może być zmuszany do uregulowania zaległych rat.

W skrajnych przypadkach oszuści wyłudzają zaliczki, poczym zrywają zupełnie kontakt z potencjalnym kursantem. Czasem podawane jest nieprawdziwe miejsce zajęć, niczego nie podejrzewający ‘uczeń’ udaje się w miejsce, gdy spotyka prywatne mieszkanie lub piekarnię. Co wtedy robić? Należy mieć jakiś haczyk na każdego, komu za coś płacimy, z kim zawieramy umowy, by móc zgłosić się na policję. Chociaż szansa na odzyskanie zaliczki zwykle jest znikoma, to jednak wypuszczając list gończy za oszustami można uchronić wielu od podobnej krzywdy