Do niedawna miarą sukcesu człowieka była pokaźna lista staży, praktyk i różnorodnych doświadczeń zawodowych wypisanych jeden za drugim w CV. Od jakiegoś czasu technologia narzuca nam nowe kryterium awansu społecznego – częstotliwość występowania naszych personaliów w wyszukiwarce Google.

Googlowanie to nie tylko forma wyszukiwania informacji w Internecie. W ostatnim czasie temu pojęciu zostało nadane zupełnie nowe, rewolucyjne znaczenie. Człowiek zgooglowany to taki, którego imię i nazwisko możliwe jest do odnalezienia za pośrednictwem wyszukiwarki internetowej. Dzięki temu można odnaleźć wszystkie strony internetowe, z którymi dana osoba jest w jakikolwiek sposób związana i prześledzić jej wszystkie wypowiedzi oraz informacje o niej.

Googlowanie jest już praktyką tak powszechną jak jedzenie śniadania, zawiązywanie sznurowadeł czy branie kąpieli. Ludzie sukcesu są świadomi faktu, że jeżeli nie można znaleźć ich nazwiska w najpotężniejszym medium naszych czasów, ich moc oddziaływania społecznego stoi pod wielkim znakiem zapytania. Badania wskazują, że zjawisko to tak przybiera na sile, że obecnie co trzeci menadżer w Stanach Zjednoczonych nawet kilkakrotnie w tygodniu wpisuje swoje imię i nazwisko do wyszukiwarki, śledząc informacje o dokonaniach swoich i swojej firmy.

Specjaliści mają odpowiednie rady dla osób, które chcą w atrakcyjny sposób zgooglować swoje personalia. Zalecają im zakładanie prywatnych stron internetowych lub pisanie własnych blogów (w ten sposób można ukształtować swój pozytywny obraz w odbiorze innych), a po wykonaniu którejś z tych czynności zająć się odpowiednim spozycjonowaniem strony, czyli jej promocją ze szczególnym naciskiem na wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania przeglądarek internetowych.

Coraz częstszą praktyką jest googlowanie potencjalnych pracowników przez pracodawców. Chcąc dokonać właściwego wyboru podwładnego nie przebierają oni w środkach i oprócz stosowania tradycyjnych metod rekrutacji korzystają z możliwości wyszukiwarek. Daje im to mniej lub bardziej obiektywny obraz osoby, która stara się o stanowisko i pozwala na stworzenie pierwszego wrażenia.

Wniosek nasuwa się jeden – możemy albo nie udzielać się w sieci wcale, albo starannie dobierać swoje wypowiedzi oraz strony internetowe, z którymi w jakiś sposób zwiążemy swoje dane. A jeżeli czujemy naprawdę silną potrzebę zamieszczania kontrowersyjnych wypowiedzi zawsze możemy posłużyć się pseudonimem i oszukać tym samym wszechwładnego wujka Google