Wytatuowane czy wszędzie zakolczykowane zwierzęta to już niestety norma. Teraz nastąpiła moda na farbowanie zwierząt.
Wszystko zaczęło się w Japonii oraz Północnej Ameryce. Teraz trend na wielokolorowe psy, koty, kaczki czy nawet kurczaczki przywędrował do Polski. Farbowanie zwierząt kiedyś było uznawane za przekraczanie granicy dobrego smaku. Dziś coraz więcej osób myśli o tym, aby nałożyć farbę na swojego pupila.
Najpopularniejszymi kolorami są turkus, fiolet, niebieski, żółty, pomarańczowy, czerwony oraz różowy. Jednak najmodniejsze jest zafarbowanie zwierzaka na wszystkie kolory tęczy. Farby te są testowane na zwierzętach i przygotowywane według specjalnej receptury tak, aby nic złego nie przydarzyło się naszym małym przyjaciołom.
Natomiast takie zabiegi wcale nie są tanie. Sama cena zależy od tego, na ile kolorów zamierzamy farbować zwierzaka.
Cena wzoru jednego malowanego kota czy psa wynosi $15,000, czyli około 45,000 złotych. Malowanie jednak musi być odnawiane co kilka miesięcy.
Farba kotom czy psom schodzi dopiero po około 3 miesiącach. U małych kurcząt kolory blakną dopiero, gdy odrosną pióra.
Czy warto? Czy świat już całkowicie zwariował? Nie tylko szkoda mi tych zwierząt, ale szczególnie ich właścicieli! Co gorsza dziecko zapytane w przedszkolu, czemu kotek jest fioletowo-niebieski, stwierdził, że jego rodzice też byli w tym kolorze.
Jak widać źle to wpływa na rzeczywisty świat, a może jednak nierzeczywisty widziany oczyma czterolatka.
Co wy sądzicie o takich „barwnych” zwierzakach?!