Seria Total War ma się dobrze i nic na to nie wskazuje, ażeby się to miało zmienić w najbliższym czasie. Rome II bowiem, sądząc po wypowiedziach jej twórców i trailerach dostępnych w sieci, zapowiada się znakomicie, taki iż każdy fan strategii będzie miał co robić wieczorami  podczas zbliżającej się jesieni (data premiery to 3 września 2013 roku – w dobrych sklepach, np. gram.pl można już zamawiać).

Łyk historii

Nim jednak będziemy mogli rozkoszować się możliwością zbudowania imperium dorównującego starożytnemu Rzymowi, a może nawet coś ponadto, warto  przypomnieć sobie pokrótce dzieje serii Total War.

Być szogunem

Wszystko zaczęło się trzynaście lat temu od tytułu Shogun: Total War. Feudalna Japonia, bezwzględni samurajowie i Ty, który musisz poprowadzić swój klan do zwycięstwa, likwidując wszelką konkurencję. Nagrodą była totalna dominacja nad Krajem Kwitnącej Wiśni oraz krótki filmik przedstawiający Twój pomnik we współczesnym Tokio.

Mroki średniowiecza 

Dwa lata później mogliśmy cieszyć się kolejną odsłoną serii Total War. Tym razem jednak jej scenerię stanowiło średniowiecze w europejskim, arabskim oraz mongolskim wydaniu. Dla nas najważniejsze było jednak to, iż można było, tak jak w jej kontynuacji z 2006, grać Polską. I w ten oto sposób w niejednym zacisznym pokoju w naszym kraju powstało polskie imperium ciągnące się od Helsinek aż po Bagdad.

Ave Caesar! 

W 2004 z kolei zostaliśmy uraczeni pozycją Rome: Total War. Dzięki wykorzystaniu technologii 3D gra stała się o wiele bardziej realistyczna niż jej poprzedniczki, a że do tego doszły nowe rozwiązania w mechanice rozgrywki, to ekscytacja wynikająca z możliwości zagrania w nią sięgnęła zenitu.

Czas imperiów oraz wojen napoleońskich

Kolejne odsłony serii przeniosły nas w czasy bliższe współczesności. Koniec XVII wieku i początek XVIII to okres, w którym rodziły się wielkie imperia europejskie. Dla nas to raczej smutne czasy, bo Rzeczypospolita Obojga Narodów wyszła z tych „zawodów” jako przegrana. Ale dzięki Empire: Total War można całe to „zło” odczynić, gdyż Polska ma tu takie same szanse na bycie imperium, jak wszyscy pozostali pretendenci do tego miana.  

Z kolei Napoleon: Total War to nie lada gratka dla wielbicieli wojen napoleońskich. Gra zawiera bowiem cztery kampanie (Włoską, Egipską, Europejską oraz Koalicji), które dokładnie odzwierciedlają przebieg kariery „małego generała z Korsyki”. Naprawdę dobra rzecz, godna polecenia nie tylko wielbicielom serii Total War czy wojen napoleońskich, ale każdemu, kto lubi dopracowane do ostatniego detalu i bardzo wymagające strategie.