Wydaje się, że nie tylko drogowców zima zaskakuje co roku… naszą skórę także. I to nie jest jej wina, że się nie „ubrała”, bo kto ma o to zadbać jak nie my…? Kiedy temeperatura na dworze spada automatycznie wyciągamy z szafy zimowe ubrania i otulamy się wszystkim co nas grzeje, utrzymuje ciepło i chroni. A dlaczego nie chronimy w ten sam sposób naszej skóry? Przecież to nasza cera i dłonie o tej porze roku najbardziej zaczynają się rumienić, wysychać i pierzchnąć. Pojawia się nieprzyjemne uczucie „ściągania” jak po umyciu twardą wodą z mydłem, rozgrzania i ciepła po wejściu z zimnego dworu do ciepłego domu, a nawet pieczenia po pewnym czasie kiedy mrozy przybierają na sile. Tak prawdę mówiąc, mało kto pomyśli by na zimę coś innego zaaplikować na skórę twarzy i dłoni – bo przecież „ona” jest moja i nic jej nie zaszkodzi.

Otóż o ile skóra wszystko zniesie, o tyle nie będzie przez to lepiej wyglądać, o komforcie już nie wspominając. Zimą woda zmarza na dworze w kałuży, zamarza i ta zawarta w preparatach, które stosujemy – w kosmetykach też. Nie ma się co oszukiwać, że krem jest tak inteligentny i ten, który stosujemy latem  - emulsyjny, szybko wchłaniący się, nie pozostawiający filmu na skórze(bo ma więcej wody niż lipidów), zmieni swe właściwości tak po prostu… zimą. Tak samo będzie się szybko wchłaniał, a co gorsza zawarta w nim spora ilość wody będzie zamarzała na powierzchni naszej skóry!

Dlatego należy zmienić krem na zimę. Ma on nieco inną konsystencję bo musi mieć więcej lipidów niż wody by chronić i zapewnić uczucie komfortu. W tej chwili tłumaczenie, że krem jest tłusty i zapycha pory także jest nie na miejscu, bo jest duża ilość preparatów, które nie zawierają olejów mineralnych zapychających pory, w związku z tym skóra normalnie oddycha. Ponadto duża zawartość parafiny czy gliceryny w kremach nie przyniesie komfortu skórze zimą , dlatego, że są to substancje, które w temperaturze tuż poniżej zera zmarazają i powodują pękanie naskórka, i znowu.. krem zamarza na skórze. Dlatego bardzo istotne jest by krem zawierał ich jak najmniej, a nawet wcale. Jeśli samemu trudno jest takie dochodzenie przeprowadzić albo trudno wybrać krem spośród tysięcy propozycji  warto udać się do kosmetologa o poradę, wówczas ryzyko złego wyboru staje się minimalne. Szczególnie, że często dostepne są testery, by można było sprawdzić jaka jest konsystencja kremu i zapach, bo przez następne kilka miesięcy to własnie dany krem będzie ubierał naszą cerę zimą i nie jest obojetne to co na nią „założymy”.

Jesień i zima to dobry czas by zafundować naszej skórze coś więcej, szczególnie jeśli myślimy by cerę rozświetlić, pobudzić i nadać jej naturalny, być może, nieco młodszy wygląd. Warto zacząć od odświeżenia, potem stymulacja, na końcu rozświetlenie.

Odświeżać można: powierzchownie – wówczas wybieramy zabiegi z mocniejszym pilingiem, ale też bogate w preparaty lipidowe, najlepiej na bazie naturalnych olejów i wosków roślinnych (one doskonale komponują się z naszą skórą bo naturalnie na jej powierzchni także znajdują się lipidy), które intensywnie odżywią cerę i nie zapychają ujść gruczołów łojowych, np. zabiegi roślinnej i aromatycznej marki Decleor – Aromaplasty Essential.




Odświeżać też można głęboko i wówczas łączymy to działanie ze stymylacją naturalnych procesów regeneracyjnych w skórze poprzez zabiegi złuszczające, takie jak mikrodermabrazja lub zabiegi złuszczania z kwasami owocowymi. I tu z jednej strony odświeżamy, a z drugiej strony pobudzamy cerę to tego by w szybkim czasie wyprodukowała składniki niezbędne do procesu regeneracji. Dzięki temu w ciagu 1-2 tygodni powstają składniki, które w normalnym procesie fizjologicznym produkowane są ok. 4 tygodni. Stąd często po kilku zabiegach cera staje się lepiej napięta i nawilżona.

Zabieg mikrodermabrazji nie boli i nie ma możliwości otarć jeśli wybierze się wersję korundową tego zabiegu. Przy cerze wrażliwej lub naczynkowej doradzam rozpoczęcie odświeżania i pobudzania cery od złuszczania kwasem migdałowym – najdelikatniejszym, nie dającym dużego podrażnienia w postaci zaczerwienienia.  W przypadku kiedy cera się starzeje, zaczynają pojawiać się zmarszczki albo już są - stymulacja musi być nieco mocniejsza. Wówczas można łączyć złuszczania z dodatkowymi komponentami tak by wywrzeć mocniejszy efekt. Można też skorzystać z zabiegu mezoterapi mikroigłowej, która jest formą klasycznej mezoterapi z tą różnicą, że nie wprowadza się igłą pod skórę substancji, ale stymuluje się skórę poprzez mikronakłuwanie na całej jej powierzchni, dzięki czemu wywiera się efekt całościowy a nie miejscowy. Ponadto jest to terapia, która może wywierać wpływ na poziomie skóry właściwej a nie tylko naskórka, stąd efekty są bardziej widoczne i trwalsze.

Zabieg terapii mikroigłowej polega na przesuwaniu rollera po skórze zaopatrzonego w mikrocienkie igiełki, wykonyjemy w ten sposób setki ,a nawet tysiące mikrokanalików, przez które substacje aktywne mają swobodny dostęp. Dodatkowo intensywnie pobudzamy skórę do regeneracji, stymulujemy do naturalnych procesów w efekcie na mikrouraz/mikronakłucie i uzyskujemy… przebudowę tkanek. Daje nam to możliwość jakby „cofnięcia czasu” czyli usunięcia skutków starzenia się skóry, promieniowania UV, niedotlenienia tkanek na skutek złego trybu życia, palenia papierosów, itp. Można w ten sposób wprowadzać substancje pomocne w leczeniu lekkich form trądzika. Długość igieł zależy od tego jaki cel chcemy osiągąć, a do tego wprowadzamy dodatkowe substancje aktywne by jak najmocniejszy  wywierać efekt (można je także dodatkowo wprowadzać ultradźwiękami). Właściwie zabieg ten nie powoduje przyzwyczajania się skóry bo proces regeneracji jest naturalnym procesem zachodzącym na okrągło w całym ludzkim organizmie, nie jest bolesny i można go przeprowadzać na twarzy, szyi, dekolcie, także na ciele. Jest naturalną metodą, nie powodującą ryzyka deformacji czy gromadzenia się substancji niepożądanych w skórze, jak czasami ma to miejsce przy długotrwałym ostrzykiwaniu.

Rozświetlać można stosując w wyżej wymienonych zabiegach substancje aktywne, np. stężoną witaminę C, witaminę A, koktajle witaminowe, bądź korzystając z zabiegów bogatych właśnie w  wit. C, kwas hialuronowy, kolagen, algi, minerały pochodzące z mórz, dna oceanów. Nie dość, że są one niezwykle przyjemne to stanowią znakomite uzupełnienie, a nawet zakończenie jesienno -zimowej pielęgnacji skóry. Osobiście polecam zabieg z Maską Kolagenową – kiedy śniegu na dworze jeszcze nie widać, albo zabieg z koktajlem alg, minerałów i esencji roślinnych rozświetlający skórę i otulający zmysły np. Aroma Expert Evidence/Liss A’ge/Liss A’ge Excellence Decleor’a.

Dla Ecofanów – zabiegi niszowej marki Aromatherapy Associates będą prawdziwą ucztą i prawdziwą naturalną pielegnacją.

I nie zapominajmy jeszcze o dłoniach – narażonych tak samo jak twarz na zimno, wiatr czy mróz – wybierajmy te preparaty, które „ubiorą” nasze ręce na zimę. One także tego potrzebują!

 

Zapraszamy na www.regeneracja-spa.pl