Te i wiele innych pytań słychać, gdy ok kilku sezonów dom mody Valentino wystawia mediolańską kolekcję, a na trybunach zasiada jego założyciel.
Val, pieszczotliwie nazwany przez swoich pracowników, emerytowany projektant, który ubierał gwiazdy obserwuje pokazy siedząc w pierwszym rzędzie wśród publiczności oklaskując modelki w zwiewnych Oskarowych kreacjach.

Jako jeden z nielicznych otworzył dom mody, gdy miał zaledwie dwadzieścia kilka lat, stając się tym samym symbolem włoskiej mody. 
Przez minione 3 lata marka zarządzana jest przez młodsze pokolenie, równie utalentowanych stylistów, kierowanych przez dyrektora artystycznego Alessandrę Facchinetti.

Garavani Valentino podziwiając już tylko pokazy z widowni, nie stał się całkowicie obojętnym rodzimej marce. Mimo sędziwego wieku nadzoruje zyski sprzedaży perfum, akcesoriów oraz bacznie obserwuje mnożące się z minuty na minutę zera na koncie bankowym.

W styczniu, mieliśmy sposobność zobaczenia kolekcji, która moim zdaniem mogła pretendować o miano haute couture, czyli najwyższej i najbardziej cenionej techniki krawiectwa.
Pieczołowicie przygotowane suknie, ręcznie wyszywane kryształkami, diamentami zapierały dech w piersiach.
Mimo, że czas zmian oraz szybki rozwój techniki i rynku przemysłowego nie pozwalają nam na równowagę, to kolekcje cenionych kreatorów, takich jak dom mody Valentino dają nam możliwość oderwania się od codziennej rzeczywistości i pozwalają uczestniczyć w magicznym świecie
jakim jest kraina krawiectwa.


Za czasów mistrza, pracownicy, którzy z nim współpracowali wiedzieli, że brali udział w najważniejszym przedsięwzięciu na skalę światową ( co roku Val wystawiał paryskie pokazy couture).
Nadawało to sens ich życiu. A jak jest teraz? Doceniamy ludzi i ich kunszt, gdy zdajemy sobie sprawę, że upływającego czasu nie da się cofnąć, a młodość, sława, pieniądze są przemijalne. Poczekajmy i zobaczmy, czy Valentino to marka, mimo iż, pod innym, kobiecym panowaniem potrafi utrzymać się w czołówce, jak było to zawsze. Czas pokaże