Do kin wchodzi film animowany “W górę” (“Up”). Powoli oczarowuje widzów na całym świecie. I to nie tylko tych najmniejszych.

Główny bohater to Carl Fredericksen, 78-letni tetryk . Film jest głównie o nim. Co w tym fajnego? Zrzędzenie staruszka? Jakim cudem to działa choć nie powinno? Dzięki Magii Pixar. Urzeczywistnia on swoje marzenie i tworząc latający dom, wyruszając w długo planowaną podróż ku południowej Afryce. Niespodziewanie zabiera też pasażera na gapę - małego chłopca. Świeżo upieczony harcerzyk Rusell i wiecznie niezadowolony emeryt Carl są na siebie skazani. Jak łatwo się domyślić w końcu dojdą do porozumienia i spełnią swoje niesamowite marzenia. Pomysłowo i z dużą dawką humoru. 
Baza filmu to podróż, odyseja, przygoda, które tworzą najlepszą fabułę. Symbolizują drogę przez życie, przy czym są też ucieczką od niego, pierwszym momentem i motorem zmian. Po przygodach w jakie wplączą się nasi bohaterowie, nic już nie będzie takie samo. 
Loty - szczególnie oglądane w 3-D, do czego zostały stworzone - są podobno niesamowite! Wychwalane jako najpiękniejsza rzecz jaką animacja do tej pory osiągnęła. Film jest może ciut przesłodzony ale żywy, niezwykle barwny, rzucając nas w wir fantazji i uniesienia (dosłownie i w przenośni). 
Ktoś skomentował “Często mówi się o tym, że Pixar tworzy filmy dziecięce, które doceniają dorośli. W rzeczywistości, wytwórnia robi filmy dla dorosłych, które dzieci tolerują. Czasem ‘ledwo‘!”.

Przygoda z latającym domem to triumf animacji i wyobraźni. Nie sposób nie polubić filmu. Kombinacja przygody, prawdziwej miłości i humoru, ujmie każdego. 
Tak więc w górę!