Kolor na wszystkim, co artystom-autorom tej sesji stanęło na drodze, sprawia, że z niewinnych, obskurnych ścian i z dziwnej struktury szybki w drzwiach stały się już nie tylko zwykłymi kawałkami martwej natury, ale małymi odrębnymi dziełami sztuki, żywymi częściami materialnej egzystencji. I tak powstał współczesny pop – art: podreperowany, podkoloryzowany i któremu nie brak odrobiny cukierkowatości.

Jeszcze krok dalej w kierunku dzikości (nie tylko barwnej), gry światłocieniowej, a pojedyncze zdjęcia stałaby się swoistymi urywkami z filmu Davida Lyncha. Wizualnie coś mnie w tej sesji pociągnęło za sobą. Urokliwa kakofonia barwna i jakaś mała nutka wtajemniczenia, której kwintesencja zawarta jest w tytule i dalej, w domysłach.

Może to po prostu mała ciekawość świata po drugiej stronie drzwi. A może mimo wszystko wysmakowanie, które Miles Aldridge potrafił uchwycić i wciągająca widza gra wyobraźni.

Cztery ściany tworzące enigmatyczną przestrzeń domu, który jest kuszący, zakazany i ekscentryczny. To jakby dom na chwilę, na tymczasem, by wejść i zaraz z niego wyjść. Swoista metafora dzisiejszego życia i szybkiej mody.

Idealne współbrzmienie wnętrz z doskonałymi stylizacjami modowymi, które sprawiają wrażenie świata komiksowego albo idyllicznego, zamkniętego w domku dla lalek. Lalek żywych, ale sztucznych, chłodnych i krwistych femme fatale.

Autor: A.S.