Jeden z najsłynniejszych choreografów na świecie, Polskę nazywa swoim drugim domem. Rozumie nasz język, uwielbia jeść tradycyjne pierogi i nieustannie zachwyca się wrażliwością polskich tancerzy. Tony Tzar co roku przyjeżdża uczyć na warsztatach FNF Summer Dance Intensive, bo jak twierdzi nie wyobraża sobie, że mogłoby go tu zabraknąć!

Jak zaczęła się Twoja współpraca z Błażejem Szychowskim, organizatorem FNF SDI oraz HH City?

TT: Błażej przyjechał do Los Angeles na moje zajęcia. To było wiele lat temu. Mój taniec i sposób, w jaki przekazuję wiedzę, musiał na nim zrobić wrażenie, bo od razu po warsztatach przyszedł do mnie i zaprosił do Polski! (śmiech). Pierwszy raz przyjechałem na FNF SDI w 2008 roku z innym choreografem, moim przyjacielem Lee Danielem. Przyjechałem i... byłem w szoku! Camp był rewelacyjny. Ekipa, tancerze, zajęcia, atmosfera. Aż nie chciało się wyjeżdżać. Już na pierwszych warsztatach wiedziałem, że wrócę i tak się stało. Teraz jestem na FNF SDI co roku. Nie wyobrażam sobie, że w moim rocznym kalendarzu mogłoby zabraknąć przyjazdu do Polski. Czuję się tutaj jak w domu, uwielbiam waszą kuchnię i otwartość ludzi.

Uczysz na naszych warsztatach od wielu lat. Czy widzisz jakieś różnice pomiędzy poszczególnymi edycjami?

TT: Tak, przede wszystkim w poziomie tancerzy. To niesamowite jak szybko ludzie tutaj się rozwijają. Ile pracy i wysiłku wkładają w to, żeby doskonalić swoją technikę i ekspresję. Znam wielu tancerzy od lat i obserwuję ich pracę. Czasem wystarczy kilka miesięcy między zimowymi a letnimi warsztatami, żeby poszli o dziesięć kroków do przodu. Zawsze mnie to zaskakuje!

Uczysz tańca na całym świecie. Z HH City jedziesz na kolejny camp prosto do Włoch. Czy tancerze w różnych krajach są różni? Jacy w tańcu są Polacy?

TT: Oczywiście, że są różni. Mógłbym scharakteryzować każdy kraj, ale to zajęłoby mi cały dzień (śmiech). Polscy tancerze są bardzo emocjonalni. Myślę, że to jeden z powodów, dla których tak szybko się uczą i robią ogromne postępy. Gdy prowadzę zajęcia np. w Japonii, gdzie kultura i tradycja nakazuje trzymać się sztywno zasad i nie okazywać uczuć, to ta postawa od razu przenosi się na taniec. Japończycy świetnie łapią ruchy i choreografię, ale mają problemy z przekazem. A w tańcu chodzi głównie o emocje. Polacy je czują i nie boją się ich okazywać. Od dawna twierdzę, że gdyby nie problemy z polityką wizową0 wielu tancerzy z FNF SDI już dawno zrobiłoby karierę za oceanem.

W twojej karierze też nastąpił teraz przełom. Nagrałeś swoją pierwszą płytę. Skąd pomysł, żeby zacząć śpiewać?

TT: Nosiłem go w sobie już od dawna. Zawsze kochałem muzykę, mam nie najgorszy głos (śmiech), więc postanowiłem spróbować. Chcę wnieść do świata r'n'b i hip hopu coś nowego, więcej wrażliwości i uczuć. Taki też jest mój album „A new kind of sound”. Nie śpiewam tylko o pieniądzach, seksie czy rozrubach. Śpiewam o miłości, relacjach i tym, co daje ludziom prawdziwe szczęście. Chciałbym zapełnić niszę na rynku muzycznym. Być kimś, kto jest artystą i showmanem zarazem, jak np. George Michael. Na jego koncerty chodzili wszyscy. Fani hop hopu, rocka, techno czy popu. Ja też chcę gromadzić na moich koncertach przekrojową widownię. Ale najpierw muszę przekonać ludzi do siebie i mojej twórczości. Dlatego moja pierwsza płyta będzie dostępna w internecie za darmo. Nagrałem 9 piosenek, (dwie z nich napisał Luther Brown) i mam nadzieję, że przypadnę ludziom do gustu.

Skoro przy koncertach jesteśmy. Twój pierwszy, debiutancki występ miał miejsce na scenie HH City. Jak się czułeś0 śpiewając przed polską publicznością?

TT: Wspaniale! Występowałem już wielokrotnie na różnych scenach, ale to był mój pierwszy pełnowymiarowy koncert. Razem z Błażejem postanowiliśmy uświetnić moje show choreografią wykonywaną przez uczestników FNF SDI. To był strzał w dziesiątkę. Najpierw eliminacje, w których wyłoniliśmy 40 młodych tancerzy, potem próby do późnych godzin nocnych i wreszcie wielki finał na zakończenie festiwalu. Było rewelacyjnie. Z takimi tancerzami mógłbym występować na co dzień.

Materiały Prasowe HH City