Choć niemal cały świat składał mu życzenia, to prezydent z pewnością nie zapomniał o przykrościach, które go ostatnio spotkały. Sprawa była związana z metryką urodzenia Baracka Obamy. Prezydentowi zarzucano, że bezprawnie pełni swój urząd, gdyż na czele Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej może stać tylko osoba urodzona na terytorium kraju. Jak twierdzą niektórzy Obama nie urodził się na Hawajach, tylko w Kenii, a jego metryka została po prostu sfałszowana…

Wszystko zaczęło się od wystąpienia prawniczki Orly Taitz, która zaprezentowała akt urodzenia Obamy, wskazujący na to, że przywódca USA przyszedł na świat w Kenii. 
Tym samym prawniczka zarzuciła Obamie, że akt urodzenia przedstawiony jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej jest fałszywy. Według niego Obama urodził się 4 sierpnia 1961 roku na Hawajach. Taitz nie chciała podać źródła, z którego udało jej się uzyskać akt urodzenia. Dodała także, że przekazywanie takich informacji stanowi „zagrożenie dla jej życia”. 
Taitz posiada dokument, który informuje, że Barack Obama urodził się 4 sierpnia 1961 roku w Mombasie w szpitalu Coast General. Na dokumencie nie ma jednak nazwiska doktora odbierającego poród. Na akcie widnieje jedynie podpis zastępcy registratora. Portale internetowe doniosły jednak, że dokument przedstawiony przez Taitz jest fałszywy. Okazał się kopią z lutego 1964 roku, wystawioną przez "Republikę Kenii". Chodzi bowiem o to, że kraj ten uzyskał nazwę Republika Kenii dopiero w grudniu 1964 roku. Dokument zaprezentowany przez prawniczkę jest więc kopią domniemanego oryginalnego aktu urodzenia wystawioną w 1964 roku.

Zwolenników teorii spiskowej nie przekonało nawet wystąpienie szefowej Departamentu Zdrowia stanu Hawaje Chiyome Fukino. Powiedziała ona , że sprawdziła akt urodzenia prezydenta, oraz że dokument jest autentyczny. Kontrowersje, które narosły wokół aktu urodzenia Obamy, poruszyły społeczność międzynarodową. Media w Stanach Zjednoczonych wskazują, że wystąpienie Taitz to prowokacja przeciwników Obamy, określanych nazwą "Birthers" (ang. birth - urodzić się). Amerykanie domagają się ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Zarzucają Obamie, że nie chce zabrać głosu w tej kwestii. Do sądów w USA wciąż napływają wnioski żądające zaprezentowania aktu urodzenia Baracka Obamy, bo jak piszą internauci „nie ma dymu bez ognia”. Choć mogłoby się wydawać, że fakty mówią same za siebie, to zawsze znajdą się tacy, którzy z ochotą będą wietrzyć kolejne afery…