Kiedyś każdy z nas skłamał w większej lub mniejszej sprawie, ale czy zastanawialiście się dlaczego tak postąpiliście? Co spowodowało, że dopuściliście się tego?
Według wagi, mocy i tego kto jest okłamywany rozróżniamy kłamstwa.

Zapewne kiedy byliście mali nie mówiliście całej prawdy rodzicom, bo obawialiście się konsekwencji. A czy  teraz, w dorosłym życiu, także okłamujecie innych? Zdarzyło wam się oszukać swojego szefa, bo na przykład stwierdziliście, że przydałby się choć jeden dzień wolnego? A co z waszymi związkami – także małżeństwami? Również w nich kłamiecie? W wielu związkach dochodzi do sytuacji, że nie mówimy całej prawdy, o tym, co dzieje się w naszym życiu, kiedy nie widzimy się z naszą połówką. Zdarza się, że pewne szczegóły życia prywatnego zostawiamy dla siebie, bo wiemy czym może grozić prawda. A co z kłamstwem wagi ciężkiej typu: zdrada? Czy sumienie i głos serca nie mówi o tym, że to złe? Jednak wielu z nas kieruje się zasadą: Im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz. Coś w tym jest, ale jak rozróżnić granicę między tym co mówić, a co zachować dla siebie. Z drugiej strony jeśli ktoś nas nie pyta o konkretną rzecz, to też nie musimy mówić więcej. Tylko czy to, że nie musimy mówić nadmiernie jest kłamstwem? Jeżeli dopuścimy się zdrady, a druga strona nie zapyta nas o to wprost – to z całym szacunkiem, ale to jak najbardziej jest kłamstwo i to w dodatku nie takie małe i łagodne. Pamiętajmy także o tym, że przez kłamstwo można stracić wiarygodność, a takie sprawy roznoszą się szybciej niż plotka. Przyczepiona łatka kłamczucha może pozostać z nami do końca życia. Zatem mówcie prawdę, bo chyba sami nie chcielibyście być tymi, którzy są okłamywani