Żyjemy w świecie rządzonym przez internet – to fakt coraz bardziej oczywisty. Internet to już nie tylko poczta elektroniczna. Już każda dziedzina życia może być przetłumaczona na język cyfrowy. Ten sam los spotkał ostatnio sztukę i design. W XXI wieku nie trzeba już być milionerem, aby kolekcjonować dzieła sławnych artystów.

au-sh- obraz

Wystarczy dostęp do internetu i kilka-kilkanaście dolarów w kieszeni (lub równowartość w dowolnej walucie). Za tę śmieszną kwotę można zupełnie legalnie ściągnąć na swój komputer lub iPada cyforwego Damiena Hirsta lub Wima Wendersa (tak, tego samego, który wyreżyserował „Pinę” i, jak nie każdy wie, oprócz reżyserii zajmuje się również fotografią). A wszystko to dzięki inicjatywie S[edition] Art.

s[edition]

Jak piszą o sobie sami pomysłodawcy: „S[edition] to nowy, rewolucyjny sposób na kolekcjonowanie sztuki wiodących współczesnych artystów w cyfrowym formacie”. Tak więc wchodząc na stronę www.seditionart.com możemy ściągnąć dowolną pracę z galerii i mieć gwarancję jej autentyczności, gdyż każda praca jest sygnowana podpisem artysty i potwierdzona certyfikatem. Kolekcjonerzy otrzymują też przywilej pierszeństwa informacji o nowych, świeżych dziełach, którą to otrzymują  bezpośrednio od artystów.

obraz: au-sh

Dlaczegoby więc nie poczuć się jak Madonna czy Kate Moss i nabyć w ramach prezentu na wiosnę nowe dzieło sztuki, np. neonową instalację Tracey Emin? Z tą niewielką różnicą, że obrazu kupionego tą drogą nie zwiesimy na ścianie, co najwyżej wytapetujemy nim pulpit komputera lub iPhona. Jak jednak nie docenić faktu, że dzieło kosztowało nas równowartość co najwyżej jednej szminki, a nie... mieszkania? Na pewno warto powściągnąć swój konserwatyzm w obliczu tak wspaniałej okazji.

hirst

 

 

Autor: Zuzanna Sołtys