Gdy się słyszy Kraków, myśli się Wawel, Wisła, Uniwersytet Jagielloński zapominając, że Kraków o zachodzie słońca przemienia się w imprezowe centrum Polski południowej. Ilość opcji, które ma się do wyboru zdaje się być niewyczerpana. Poczynając na pubach, przez live music clubs, na dobrych klubach kończąc. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nie sposób wymienić choćby części z nich, dlatego skupię się na kilku najlepszych klubach, gdzie dobra zabawa jest gwarantowana.

Frantic

Klub istniejący już od kilku lat, od razu podbił serca Krakusów i przyjezdnych. Jesienią zeszłego roku przeszedł gruntowną modernizację, dzięki czemu wnętrze nabrało charakteru posh. Dzięki konsekwentnej selekcji na bramce możemy być pewni, że bawić będziemy się w dobrym towarzystwie, i że nie grozi nam natknięcie się na kogoś w obuwiu sportowym. W klubie są 4 sale, 4 bary i 2 danceflory, na których grają R'n'B, Electro, House, czasami nad ranem na mniejszym parkiecie można poszaleć przy rytmach latino. Wstęp od 21 lat.

Cień

Trzeba się tam czasem pokazać. Utrzymany w  podobnym charakterze jak Frantic. Do klubu wchodzi się po czerwonym dywanie, przy drzwiach również przeprowadzana jest selekcja. Z bramkarzami nie ma co dyskutować. Jak się raz podpadnie to się już potem nie wejdzie. Także obowiązuje dress code – nie ma co liczyć na wejście w jeansach i topie. W środku znajdziemy 2 danceflory, 2 bary i labirynt korytarzy z lożami do siedzenia. Grają muzykę klubową mixowaną w często zaskakujący sposób. Od 21 lat.

Diva

Nowe miejsce na mapie Krakowa. Zdecydowanie warte polecenia. Osoby wręczające zaproszenia do klubu zawsze mają ubrane białe kapelusze- dzięki temu łatwo ich poznać. Przyjemne, urządzone z gustem wnętrze, łączące w sobie nowoczesność z klasyką. Już nieco mniej wymagające jeśli chodzi o strój, ale i tak niedostępne dla trampkarzy. Muzyka do potańczenia i do porozmawiania. Od 21 lat.

Kitsch

Kto nie był w Kitschu, ten nie był w Krakowie. Gay-friendly. Najbardziej zatłoczony klub w mieście. Wpuszczają tam prawie wszystkich, poza typowymi koksami i osobami bardzo nietrzeźwymi. Wnętrze urządzone bez jakiegokolwiek klucza. Nic do niczego nie pasuje- mara ćpuna. Łazienki są zawsze brudne i trzeba iść stanąć w kolejce jeszcze zanim nam się zachce, bo potem możemy nie dotrzymać. Nie zmienia to jednak faktu, że nieszczęsna kolejka sprzyja poznawaniu nowych ludzi, bo wszyscy są bardzo otwarci i towarzyscy. Muzyka jak wnętrze. Od Mr.President po Village Kollektiv. Natłok ekstremalnych wrażeń gwarantuje dobrą zabawę. Odradzam zakładanie do Kitschu białych spodni, bo są potem do wyrzucenia. Wstęp niby od 21, ale nie zawsze się tego trzymają