Technologia szybko wyprzedza możliwości egzekwowania prawa. Mamy piractwo komputerowe, fałszowanie (nawet tych nowych) dokumentów i pieniędzy, coraz wymyślniejsze akcesoria używane przy włamaniach i kradzieżach… Ale nie o takich poważnych przestępstwach dziś mowa w Chinach. Chińczycy, by wymigać się od płacenia mandatu za nadmierna prędkość, używają gadżetu, którego sam agent jej Królewskiej Mości, James Bond, mógłby im pozazdrościć. 

W Chinach za cenę 800 yuanów, a więc około 115 dolarów amerykańskich można kupić działający na pilota gadżet, który w przeciągu kilku sekund zmieni tablice rejestracyjne na samochodzie. Za zaawansowana wersję, której trzeba na zmianę numerów poniżej trzech sekund płaci się do 300 dolarów. Wszelkie fotoradary stają się w tym momencie bezużyteczne.

Policjant z drogówki miasta Yangjiang, prowincji Guangdong twierdzi, że „Ponad polowa kierowców przekraczających prędkość albo zasłania numery rejestracyjne samochodu albo używa fałszywych tablic. Nie ma szans na identyfikacje i znalezienie takiego kierowcy ”.

Warto dodać, że w Polsce na fotoradarach nie zarabia państwo, pieniądze trafiają do firm użyczających policji sprzętu i montujących go w odpowiednich miejscach, miganie się od mandatów jest więc nie tyle zachowaniem nieobywatelskim, co buntem przeciwko prywatnemu kapitałowi. 

Natomiast prawo wymaga od kierowcy jedynie tylnej tablicy. Niektórzy zdejmują przednia tablice, w razie kontroli wystarczy pokazać, że ma się ja w bagażniku. Zawsze można powiedzieć, że jedzie się właśnie do warsztatu, aby ja przykręcili. Jeśli chce się uniknąć złapania przez fotoradar, nie można zapomnieć o naklejce z numerami, którą mamy na przedniej szybie. W bezdeszczowe dni, sposób na nią jest prosty – należy ustawić wycieraczkę tak, by zasłaniała numery