Według mnie- nie. I chyba nie jestem w tym sądzie odosobniona, skoro narodziła się nowa gałąź narciarstwa – ski&gourmet. Zjazd i posiłek to jej główne elementy.

Zjeżdżając ze stoku, zmarznięci i wyczerpani wchodzimy do przytulnej chatki w dolince. Dostajemy grzane wino ( możemy wybierać wśród licznych smaków i gatunków) i do tego  najlepsze (choć potwornie tłuste i ciężkie) jedzenie lokalne. Jedzenie górali- kluski kładzione z gulaszem, ogromne knedle na słodko lub na ostro.
Takie swojskie luksusy oferuje nam między innymi Karyntia- kraina położona w południowej części Austrii, w pobliżu granicy włoskiej i słoweńskiej.

Możemy być pewni, że wstępując w progi karynckiego lokalu, dostaniemy oryginalną potrawę, ugotowaną według tradycyjnej receptury, przygotowaną z należytą starannością i dokładnością.

Niech żyje slow food!

Dla amatorów narciarstwa i dobrego jedzenia.