Tomasz Stockinger, znany szerokiej publiczności głównie z roli doktora Lubicza w serialu „Klan”, udzielił ostatnio wywiadu dla tygodnika „Gala”, w którym to opowiedział o swoich kłopotach życiowych, a także podzielił się z czytelnikami swoimi odczuciami na temat niefortunnego wypadku samochodowego, który miał miejsce na początku października 2009 roku na Żabińcu w okolicach podwarszawskiego Piaseczna. Przypomnijmy, że aktor miał wówczas ponad dwa promile alkoholu we krwi! Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że pierwszym odruchem tego już statecznego skąd inąd aktora była ucieczka z miejsca wypadku. Dziś Tomasz Stockinger sam o sobie mówi:

„Przestałem siebie lubić. To błąd, przez który zszedłem na manowce”.
Z wywiadu dowiadujemy się między innymi, że aktor jest już zmęczony, jednak nie samą popularnością. Jak sam twierdzi: „Ta ostatnia jest niezwykle miła”. Tym niemniej jednak później dodaje: „Trzeba by mieć odporność słonia, żeby nie czuć czasami dyskomfortu z jej powodu. I można czasami mieć wątpliwości, czy to jest zawód mężczyzny, poważnego, 50-letniego. Bo co ja robię? Głównie robię miny. Być może jestem w trakcie kryzysu wieku średniego?”. Aktor przyznaje także, że ostatnimi czasy tęskno mu za teatrem i bezpośrednim kontaktem z publicznością. Co więcej przyznaje on także, że doktor Lubicz to tylko i wyłącznie grana przez niego rola, a „to, co stało się ostatnio, jest żywym przykładem, że Lubicz ma szczęście, że jego życiorys tworzą scenarzyści. Ja żyję z dnia na dzień, jestem »żywą istotą«, która niestety, ma prawo do robienia głupich rzeczy. Okazało się, że Stockinger tym razem nie dorósł do Lubicza, ale ja go znam, nadrobi to.”. 
W trakcie wywiadu Tomasz Stockinger nie omieszkał także podkreślić, że zarówno jego syn Robert, jak i reszta najbliższych mu osób nie zawiedli i użyczyli mu niezbędnego w tych trudnych chwilach wsparcia. Ponadto aktor, który ostatnimi czasy zmuszony został do tego, aby podróżować środkami komunikacji miejskiej podkreśla, że „parę rzeczy będę musiał sobie przewartościować”. Ponadto przyznaje on także, że „w sytuacji takiego dużego nieszczęścia, które na siebie ściągnąłem, to oni (mowa o wielbicielach serialu »Klan«) walą do mnie tak prosto z mostu, chcą pocieszyć, utwierdzić w sympatii do »Klanu« i mojej postaci.”.

Kwestię oceny, czy tego rodzaju wywiad wniósł jakąkolwiek istotną zmianę tak dla samego Tomasza Stockingera, jak i dla jego wiernych fanów pozostawiam wam. Pozostaje nam jednak wierzyć, że jego wyznania skłonią zarówno stawiane na ponad przeciętnym poziomie gwiazdy, jak i nas samych do pewnych refleksji na temat wsiadania za kółko pod wpływem alkoholu…