Drugi dzień świąt wielkanocnych od zawsze był dla mnie obyczajem dziwnym jak i chorym. Grupki małolatów czyhające tuż za rogiem z wiadrami wody, nie są niczym miłym. Ta stara tradycja słowiańska była utożsamiana z zbawiennym działaniem wody. Obecnie wszyscy zapomnieli o tradycji i głównym celem stało się zlanie jak największej liczby osób. Jeśli nie chcecie zostać doszczętnie zlani to poniżej prezentujemy samoobronne instrumenty, które pozwolą nam przetrwać Śmingusa dyngusa.
Sikawka-jajko- Jest to najbardziej tradycyjny gadżet obronny. Znajdziemy go praktycznie w każdym domu. Nie tylko jest mały, ale przede wszystkim potrafi zaskoczyć naszego przeciwnika.
Balony- możemy nimi zbombardować naszego przeciwnika z wysokiego punktu. Jedynym minusem jest fakt, iż w bliskim starciu w zupełności się one nie sprawdzają.
Pistolet na wodę- obecnie na rynku jest dostępna szeroka gama najróżniejszych pistoletów na wodę. Od tych  stylizowanych na rewolwery po te na kolorowe karabiny. Wielką zaletą tego gadżetu jest fakt, że świetnie się bawimy strzelając do innych.
Jeśli jednak nie posiadać żadnego z wyżej wymienionych ‘’instrumentów obronnych’’ idealnym rozwiązaniem może okazać się zwykłe wiadro napełnione wodą albo opakowanie po płynie do mycia naczyń. Wszystko zależy od waszej kreatywności!