Rysunek na skórze tworzą blizny i przebarwienia po celowych uszkodzeniach ciała.

Sięgając w przeszłość tej kontrowersyjnej techniki dochodzimy aż do epoki neolitu. Towarzyszący zabiegowi ból często w kulturach plemiennych wykorzystywany był jako element inicjacyjny, dowód odwagi i dorosłości. Często podczas procesu skaryfikacji organizm zaczyna wytwarzać endorfiny- hormony szczęścia, odpowiedzialne za stany euforyczne. Może to tłumaczyć łączenie modyfikacji ciała z rytuałami religijnymi.

Niektóre społeczności plemienne zaznaczały w ten sposób na skórze wojownika jego zwycięstwa i porażki, tak jak pierwotne ludy Australii i Nowej Gwinei. W kulturze zachodniej skaryfikacja, a właściwie jej odmiana poprzez wypalanie skóry, pojawia się jako metoda znakowania niewolników i przestępców. Wobec tych ostatnich stosowano kod literowy ułatwiający rozpoznanie z jakiego rodzaju kryminalistą mamy do czynienia. Obecnie skaryfikacja ma coraz więcej zwolenników, którzy uważają ją za oryginalny sposób wyrażenia siebie.

Najprostszą z metod skaryfikacji jest wypalanie przy pomocy odpowiednich metalowych narzędzi lub lasera. Odmianą wypalania jest wymrażanie- struktura skóry jest naruszana poprzez zastosowanie ekstremalnie zimnych substancji np. ciekłego azotu.
Nieco bardziej skomplikowana technika polega na wycinaniu odpowiednich obszarów skóry, tak by zgrubienia powstałe w wyniku zabliźniania ran utworzył pożądany wzór. Metoda ta wymaga od wykonującego niemałej wiedzy o anatomii skóry i olbrzymiej precyzji.
Często w świeżo naciętą ranę aplikowany jest barwnik, mający na celu zwiększenie widoczności dzieła. 

Skaryfikacja wzbudza kontrowersje, chyba słusznie, bo jak daleko jeszcze posunie się człowiek, w imię indywidualności i estetyki?