Przyjaciółka zapytała się co chciałabym dostać na urodziny. Odpowiedziałam jej, że jakąś książkę o życiu, poradnik. Byłam akurat w dołku, na rozdrożu i chciałam po prostu przeczytać gdzieś co mam zrobić. W dniu urodzin otrzymałam „Sekret” Rhondy Byrne. Śmiałam się bo chciałam przyjaciółce kupić to samo. Czytałam o tej książce w kilku gazetach, ale byłam sceptycznie nastawiona do czegoś takiego, że niby samo przeczytanie jej ma zmienić moje życie. Ciekawość była jednak silniejsza niż moje poczucie realizmu i racjonalizmu, więc zaczęłam czytać. Książka zawiera  11 rozdziałów i niestety muszę przyznać, że wciąga niesamowicie. Sposób w jaki jest napisana sprawia, że zaczynamy wierzyć w to co jest tam napisane i co gorsza (ale chyba lepsza) zaczynamy to stosować we własnym życiu.

O co w ogóle chodzi w Sekrecie?? O wiarę. Wiarę w to, że coś jest nam przeznaczone, bezapelacyjnie nam się należy. Wg autorki jesteśmy jak antena nadawcza wszystko co pomyślimy, nie ważne czy złe czy dobre, zostaje wysłane we Wszechświat i wraca do nas. W sekrecie nie istnieje słowo NIE –myślisz już się nie spóźnię, wszechświat odczyta to jako  chcę spóźniać się jeszcze więcej i będziecie się spóźniać. Przypomnijcie sobie ile razy jeśli czegoś bardzo mocno chcieliście to się spełniało. Ważne aby myśleć pozytywnie i skupiać się na tym co chcemy osiągnąć.

Mnie „Sekret” powalił, czasami mam chwile zwątpienia, ale tylko chwilowe bo Sekret zaraz sprawia, że to czego pragnęłam pojawia się – choćby coś tak przyziemnego jak wymarzona praca…
I kilkakrotny wzrost pensji… Nic tylko wierzyć niedowiarki