8 lipca 1947 roku światem wstrząsnęła szokująca wiadomość, że na ranczo w Roswell w Nowym Meksyku rozbił się latający spodek. Fotografie wraku pojawiały się w gazetach przez kilka dni. Po jakimś czasie Poligon Sił Powietrznych wydał nagle oświadczenie, że był to jedynie balon pogodowy. Wówczas sprawa przycichła na ładnych parę lat. Prawdopodobnie historia ta całkowicie odeszłaby w zapomnienie, gdyby nie pewien zbieg okoliczności…

W 1993 roku niejaki Ray Santilli szukał w Cleveland w Ohio dokumentalnych nagrań o gwiazdach muzyki lat 50-tych. Znalazł tam niepublikowany materiał o Elvisie Presleyu. Sprzedawca, były operator kamery, widząc, że ma do czynienia z kimś zamożniejszym, zaoferował mu także inny cenny film. Okazało się, że było to czarno- białe nagranie przedstawiające sekcję zwłok kosmity, który rzekomo był ofiarą wypadku w Roswell. Operator twierdził, że w 1947 roku został pilnie wysłany do bazy wojskowej, gdzie miał sfilmować kilka martwych i żywych istot ze znanej katastrofy w Nowym Meksyku. Później większość taśm szybko wysłał do Waszyngtonu, ale kilka zostawił do specjalnej obróbki. Nikt się już jednak po nie nie zgłosił i tak film trafił do Raya Santilliego, który nie chciał nigdy zdradzić nazwiska jego rzekomego twórcy. Taśma na nowo wywołała wielkie zainteresowanie sprawą wypadku z 1947 roku. Ogłoszono, że została ona nawet zbadana przez ludzi z laboratorium firmy Kodak i uznano ją za autentyczną. Film wyemitowano w amerykańskiej telewizji publicznej w 1995 roku. Obejrzały go miliony widzów i powstała ogólnonarodowa dyskusja na temat jego prawdziwości. Szybko pojawiło się wielu badaczy, którzy osobiście chcieli poprowadzić śledztwo w tej sprawie. Jedni potwierdzali autentyczność nagrania, inni sprawdzili, że Kodak nigdy nie dostał ani jednej klatki filmu do zbadania. Do dziś nie wiadomo, w którą wersję wierzyć.

Co widać na filmie? Na stole leży martwa istota humanoidalna z okropną raną otwartą na prawej nodze. Dwóch lekarzy ogląda ciało, a za szybą przygląda się wszystkiemu trzecia osoba, podobno jest to sam prezydent Truman (tak twierdził Santilli). Następnie zwłoki są krojone jak przy standardowej autopsji. Wiele ujęć budzi jednak spore zastrzeżenia. Na przykład to, w którym cięta jest czaszka nieznanej istoty, po czym kamera zostaje wyłączona i w następnym ujęciu widać już wyjęty mózg. To i dziwna reakcja ciała na dotyk (jakby było z gumy) pozwalało domniemywać, że martwa postać została w całości spreparowana. Inni twierdzili, że ciało jest prawdziwe, ale należało do kobiety z wyjątkowo rzadką wadą genetyczną spowodowaną silnym promieniowaniem, stąd nietypowy wygląd. Trudno powiedzieć, po czyjej stronie leży prawda, ale na pewno jednym z najdziwniejszych elementów tej układanki jest fakt, że Santilli nigdy nie pozwolił przebadać taśmy wybitnym ufologom, twierdząc, że bałby się straty choćby jej drobnego kawałka. Ciało rzekomej istoty pozaziemskiej z filmu i wrak z Roswell podobno do dziś są przechowywane przez tajne jednostki rządowe. Ciekawe czy kiedyś poznamy prawdę