Lokal skromny, urządzony bez szaleństw. Efekt: miłe, bezpretensjonalne miejsce  z charakterystyczną lekko intelektualną nutą.

Mini-restauracja, stworzona przez dziennikarza „Przekroju” Piotra Najsztuba, w duchu tego rodzaju prasy pozostaje. Na ścianach satyryczne rysunki Raczka, a nad nimi rewelacyjne rysunki Marcina Maciejowskiego. Wygodne kanapy, stosy gazet, porozrzucane tu i ówdzie- wszystko to tworzy klimat domowy, swojski, niezobowiązujący.

Można usiąść tuż przy dużym oknie i znad talerza spoglądać na przechodniów, spacerujących Mokotowską. Można też wejść krętymi schodkami na antresolę i tam spokojnie zjeść.

Jedzenie stanowi idealnie pasujący komponent „Przegryzia”- momentami jak na obiedzie u babci, momentami zaskakuje egzotycznymi elementami.
Wielbiąc kuchnię prawdziwie domową rozpoczęłam konsumpcję właśnie od części tradycyjnej- pierogi.

Z kapustą i z grzybami- ilość wystarczająca, by poczuć, że się zjadło, a cena nie przyprawiająca o zawrót głowy. Cienkie ciasto, polane stopionym masełkiem. Miękkie i delikatne- czysta rozkosz!
I, najbardziej zachwycający element potrawy, cebulka, którą posypano pierogi. Lekko przysmażona, pokrojona w wąziutkie paseczki. Stanowiła decydująca o ostatecznym smaku, nutę.

Aby było już najzupełniej swojsko i ludycznie, przy pierogach popijałam piwo pszeniczne z wielkiego kufla. Znakomite połączenie nieskomplikowanych smaków.

Kolejny wybór nie był już tak oczywisty. Odrobina fantazji i kuchni mi nie znanej- ser kozi przypiekany na grzance, rukola i buraczki.

Ser doskonały, o lekkim ziołowym posmaku. Grzanka zaś chrupiąca, zarumieniona, tworząca zgrany duet z serem.
A pod grzanką mój największy eksperyment tamtego wieczoru- rukola, która okazała się usypaną w kopczyk roślinką, do złudzenia przypominającą mlecz. Nieco gorzkawa, polana jednak sosem olpini, zyskała interesujący słodki smak.

Wszystko to podają dziewczęta może niezbyt profesjonalnie, ale z pewnością niezwykle uprzejmie i z ogromną dawką życzliwości.

Chętnie wrócę jeszcze kiedyś na Mokotowską, choćby po to, by spróbować autorskiego bigosu Piotra Najsztuba.