Ostatnimi czasy na półkach drogerii coraz śmielej rozpychają się kosmetyki z tagiem „professional”. Niby jedno słowo, a pociąga za dobą cały komplet pozytywnych skojarzeń, skłaniając do sięgania właśnie po te produkty.  Kto z nas nie chciałby mieć na co dzień tych wszystkich magicznych mazideł używanych przez stylistów gwiazd, którymi na piękność da się przerobić nawet zaćpaną Amy Winehouse. Pionierami w nawiązaniach do profesjonalizmu były bez wątpienia kosmetyki do włosów. One pierwsze zaczęły przenosić się z salonów fryzjerskich do najbardziej popularnych sieci drogerii. Tego rodzaju lakiery, pianki i żele nie dziwią w tej chwili nikogo. Jednak od niedawna bakcyl fachowości zaczął zarażać też inne produkty do włosów – szampony i odżywki (świetna linia Syoss firmy Schwazkopf & Henkel) oraz wprowadzać do masówek kosmetyki, których tajemnicze zastosowanie znane było tylko fryzjerom, takie jak wygładzające jedwabie, odbijacze (używane do podniesienia włosów u nasady) i conditionery, czyli intensywne odżywki o bardziej doraźnym efekcie.

Profesjonalnie można już zadbać nie tylko o włosy, w sklepach bez problemu znajdziemy coś przydatnego dla paznokci, czyli między innymi utwardzacze i wybielacze oraz zaopatrzymy się w zestaw kosmetyków do scenicznego make-upu. W tych ostatnich trudno się nie pogubić, ilość np. baz pod makijaż może dosłownie przerazić i skutecznie wygonić ze sklepu tych mniej zdeterminowanych. Dla podkręcenia wrażenia, że dane produkty są faktycznie specjalistyczne, na opakowaniach często brak jest etykietek w języku polskim. Żeby nie wyjść ze sklepu z szamponem dla łysiejących panów warto więc dobrze znać angielski albo na zakupy bez zażenowania wybierać się ze słownikiem