Powtało już mnóstwo książek, publikacji na temat końca świata w roku 2012. O co chodzi?
Wg zwolenników tej teorii dokładnie w tym roku kończy się epoka w kalendarzu majów, nastąpi zmiana biegunów Ziemii, nastąpi era wodnika i staną się różne inne przeraźliwe rzeczy (niektórzy dodają uderzenie meteorytu, początek wojny nuklearnej).
Miliony ludzi uwierzyło w ten koniec świata. Są tacy co budują bunkry, aby się uchronić przed katastrofą, są tacy co bunkry wykupują.
Ale czy w tej historii jest choćby krztyna prawdy?
Nie. Po pierwsze takie „końce świata” w kalendarzu Majów zdarzały się wielkrotnie w dziejach Ziemi i nigdy nie znaczyły one żadnej realnej katastrofy. Jeden z nich pokrywa się wprawdzie z datą masowe mordu w mieście Teotehuacan, jednak prawdopodobnie tego mordu dokonali sami kapłani, aby złożyć odpowiednią ofiarę bogom, na koniec starej i początek nowej epoki.
Po drugie, to nie 2012 rok kończy tą erę. Naukowcy co ustalili tą datę zapomnieli o policzeniu lat przestępnych. Gdy to się zrobi okazuje się, że koniec epoki ma nadejść dopiero za ok. siedemdziesiąt lat.

Po trzecie: o co chodzi z tą erą wodnika. Otóż ta era nadejdzie, gdy w dzień równonocy wiosennej gwiazozbiór wodnika będzie w tarczy słonecznej. Od dwóch tysięcy lat w czasie równoncy w tarczy znajduje się gwiazdozbiór ryb. Kiedy nadejdzie wodnik? Za ok. 100 lat…
Po czwarte: a co z tą zmianą biegunów ziemi? Rzeczywiście takie zjawisko nastąpi, ale dlaczego mielibyśmy się tego bać? Kompasy magnetyczne (które już dawno zastąpiliśmy GPSami) po prostu na chwile przestaną działać, a później igła obróci się o 180 stopni. Czy wiąża się z tym jakieś katastrofy? Nic naukowcom na ten temat nie wiadomo, cała historia z klęskami jakie przez to mogą się zdarzyć to wymysł zwolenników teori spiskowych. Wiadomo, że zamiana biegunów miała za czasów gdy po Ziemi stąpał człowiek rodzaju „homo erectus” – przeżył i niewiele wskazuje na to, że musiał się zmagać z innymi problemami niż głód, chłód i tygrysy szablozębne