Spacer po mediolańskiej alei Buenos Aires w tym przedświątecznym okresie może być uroczy, szczególnie wieczorem, gdy świecą się świąteczne iluminacje oraz witryny.

W tych to cudownie podświetlonych i udekorowanych witrynach, spacerując  jak na adoptowaną mediolankę przystało; szybkim marszem (w przeciwnym wypadku można zostać przewróconym przez “spacerujące” hordy mediolańczyków i nie, szukających z obłędem w oczach prezentów gwiazdkowych), wypracowanym okiem nastawionym na szybkie przetwarzanie danych, zdołałam dojrzeć coś co mnie zaskoczyło i zarazem ucieszyło, a mianowicie czaszki wyhaftowane na czarnych manicottach.

Zwalniając delikatniej, aby dać znać ludziom maszerującym za mną, ze mam zamiar skręcić (to taki odpowiednik migacza na mediolańskich chodnikach), udało mi się wejść do sklepu bez większych problemów. Czarne manicotti postanowiłam od razu nabyć. Teraz powinnam wyjaśnić, cóż to takiego te manicotti; otóż jest to coś w rodzaju wełnianych rurek, z dziurką na kciuk i świetnie zastępuje rękawiczki bez palców. Na włoskie zimy idealne i wygodne.



Rzucając okiem na resztę wyeksponowanych towarów, skonstatowałam, iż manicotti z brylantowa czaszką istnieją, oprócz czarnego, w kolorach beige, khaki i białym. Szczęśliwa, z mojego nowego nabytku, opuściłam gościnny przybytek i udałam się naprzód sposobem, jaki juz wcześniej opisałam.
Nie zajęło mi dużo czasu zorientowanie się, że czaszki były wszędzie; na kozakach, na koszulkach, swetrach, szalikach, kubkach i artykułach gospodarstwa domowego. Pogodzona z losem, że wcale nie nabyłam czegoś tak bardo oryginalnego, z nostalgiczną łezką w oku, musiałam sobie uzmysłowić, iż style rock jeszcze nie umarł, co więcej, świetnie sie trzyma i jest w trakcie revivalu.

Biorąc pod uwagę, że Mediolan jest jednym z miast uznawanych za mekkę mody, lepiej zaopatrzmy sie w akcesoria z czaszka i piszczelami, aby nie pozostać w tyle, gdy mediolański trend zostanie powielony przez wszystkie europejskie stolice.


 

Autor: Izabella Frei