„Matte” – tak bardzo pożądane słowo nie tylko w odniesieniu do cery, ale również cieni. Ile razy walczyłyśmy z osypującymi się na powiece dolnej drobinkami z cienia, nie wspominając już o próbach uprzątnięcia tego „cieniowego bałaganu”. Z matowymi cieniami nie ma takiego problemu, bo ich pigmenty, w przeciwieństwie do drobinek nie są „upierdliwe” i z łatwością dają się usunąć za pomocą patyczka do uszu, przy ciemniejszych odcieniach proponuję zamoczyć go w bazie pod podkład.
Revlon jako jedna z nielicznych marek wprowadziła kolekcje matowej „kolorówki”, oszczędzając tym samym czas nam, kobietom, próbującym w gąszczu palet z cieniami znaleźć choćby namiastkę matu, a nie wszędzie panoszącą się perłę i drobinki.

„Widzimy bardzo wyraźny trend w kierunku matowych kolorów" – mówi wizażysta Nicole Masson. „Jest to odpowiedź na kobiece kreacje z ostatnich kilku sezonów. Makijaż jest bardziej barwny, ale nadal szykowny i dystyngowany. Możesz pomalować usta na czerwono pod warunkiem, że nie będą błyszczące lub pospolite. Mają wyglądać matowo i elegancko.“

Revlon jest firmą istniejącą od 1932 roku. Od dłuższego czasu jest wiodącą marką w kreowaniu trendów, więc nie dziwi fakt, że wychodzi naprzeciw potrzebom klientek.

W skład serii MATTE wchodzi 9 cieni do powiek (w Polsce dostępnych tylko 8), 10 pomadek ( z czego w naszym kraju dostaniecie tylko 4) oraz 4 róże do policzków (w Polsce brak). Ceny wachają się w zależności od sklepu w granicach 29-38 zł