Siedzisz sobie w greckiej tawernie, węgierskiej czardzie czy włoskiej tratorri…pijesz wino i jak nigdy smakuje. Więc ładujesz do bagażnika, tudzież walizki kilka butelek, żeby jeszcze po powrocie do domu razem z przyjaciółmi zasiąść przy niej i powspominać. Ale po otwarciu butelki okazuje się, że to już nie ten sam smak. Co się stało? 

Stołowe wino (a po to najczęściej sięgamy) smakuje najlepiej tam gdzie jest wyprodukowane. Tworzy doskonałą harmonię z potrawami, przyprawami. Jeśli chcesz „podrobić” wakacyjny smak to nie jest to takie trudne. Najlepiej jeśli do dania, które serwujesz dobrać wino nie tylko z tego samego kraju co potrawa ale i z tego samego regionu. Jeśli do sosu lub marynaty używasz wina to najlepiej jak to będzie to samo wino, które stanie na stole. 

Większy problem będziesz miał/a wtedy gdy gości poczęstujesz potrawą z regonu gdzie nie uprawia się winogron lub w ogóle nie produkuje się wina. Najwięcej problemów jest z kuchnią azjatycką, która ostatnio staje się coraz bardziej popularna. Jeśli trafisz na doświadczonego sprzedawcę, na pewno pomoże ci w doborze odpowiedniego trunku, a jeśli nie…? Niema co załamywać rąk! Do takich potraw najlepiej smakuje wino owocowe, najlepiej nie leżakowane w beczce. Proponuję Riesling albo Chardonnay. 
Do tradycyjnego schabowego nie zawsze musi być piwo. Można je zastąpić białym winem o wyraźnym smaku jak Chardonnay czy Pinot Grigio lub lekkim czerwonym Cabernet Sauvignon z Chile, Primitivo z Apulii, włoskim Chianti czy francuskim Beaujolais. 

Ponieważ tuż po wakacjach jest sezon grzybowy, na stole na pewno znajdą się potrawy bogate w ten dodatek. Do grzybków proponuje cięższe czerwone wina, jak Barolo i Chianti czy argentyński Malbec. 

Towarzystwo wina przy posiłku zawsze uczyni je bardziej interesującymi, podkreśli smak i przywoła wspomnienia… a przecież to o to chodziło!