Uważa się je za nieco archaiczne, pompatyczne, niepotrzebne. Mimo  tego, każdy chce dostać statuetkę. Mowa rzecz jasna o Oscarach.

Nieodłącznym elementem gigantycznej imprezy, jaką jest wręczenie Oscarów jest spacer po czerwonym dywanie.
Ważne z kim spacerujesz, jak wiele robią ci zdjęć i absolutnie najważniejsze- W CZYM  spacerujesz.

Po wielkiej gali pojawia się mnóstwo rankingów- najlepsza suknia, najpiękniejsza fryzura, najlepsze wrażenie ogólne.

Przyjrzyjmy się najbardziej spektakularnym momentom modowym w historii…

Rok 1939. Zjawiskowa Vivienne Leigh w uroczej wzorzystej sukience odbiera statuetkę za monumentalne dzieło kinematografii „Przeminęło z wiatrem”. Od tego czasu Scarlet O’Hara ma twarz Vivienne Leigh.

W 1954 roku, na 26. gali pierwszy raz świat miał okazję ujrzeć wynik współpracy Hepburn- Givenchy. Audrey pojawiła się w typowej dla lat 50 szerokiej sukience. Dziewczęca, naturalna i po prostu piękna.

Dziś, strój Barbry Streisand wydałby nam się nieciekawy i hm, mocno archaiczny… w 1968, odbierając Oscara- Barbara zachwycała.

W 1999 roku Gwyneth Paltrow powiedziała, że jej założeniem na uroczystość było wyglądać słodko… Cóż, w blondynka w różowej sukni- tak, wyglądała zdecydowanie słodko odbierając nagrodę za rolę w „Zakochanym Szekspirze”.

Moją faworytką jest przełamująca wszelkie bariery, łamiąca konwencje, mająca ogromny dystans do siebie, mody i świata showbiznesu jest Bjork- wraz ze swą kreacją-łabędziem z 2001.
Oryginalnie, z poczuciem humoru i, dzięki temu, z klasą.