Zastanawiałam się ostatnio, czy ktoś będzie w stanie przebić Kim Kardashian i jej naoliwioną pupę? Nie musiałam długo czekać, a pojawił się news, od którego zawrzało w Internecie. Alexander Wang tym razem spróbował swoich sił. Połączył nagą modelkę, denim i resztki oliwki, pewnie tej po Kim. Powstała mieszanka wybuchowa i niezły, chociaż zarazem banalny chwyt marketingowy. W najbliższej przyszłości każdy będzie wiedział, że Wang sprzedaje także denim. Co prawda, na zdjęciach z kampanii promocyjnej nie zobaczymy za wiele jeansu, co najwyżej zsunięte spodnie. Na pewno jednak zapamiętamy modelkę topless w niedwuznacznej pozie. Co to ma wspólnego z prezentacją kolekcji? Nic. Robi natomiast szum medialny. Tylko czy ta kampania jest skierowania do kobiet? Ależ skąd. Znudzona modelka z zsuniętymi spodniami i obraz masturbacji, który w umyśle Wanga może być też symbolem inicjacji. Banalny przekaz, który możemy obejrzeć w niejednym filmie porno. Nie przekonuje mnie nawet genialny Steven Klein i jego zdjęcia, na których pozuje Anna Ewers. Wbrew temu, co twierdzi Wang, zdjęcia nie poruszyły mnie, nie zapadły mi w pamięci, a wręcz spokojnie mogłam przestać o nich myśleć. Daleko im także do zdjęć z sesji Kim Kardashian, które były zabawne i niepokorne, w jakimś sensie odważne. Kampania kolekcji denimowej Wanga jest przy nich nudna z tymi niedbale zsuniętymi jeansami do kostek. Może to sposób projektanta na przyciągnięcie uwagi klienta na niełatwym rynku z odzieżą denimową. Geniusz mody nie przekonał mnie jednak swoją prowokacyjną kampanią.