Jedyna żywiołowa chęć, przychodząca do głowy, to schować się jak najgłębiej, zakryć możliwie najbardziej miękkim kocem w najciemniejszym miejscu. 
Znacie to?

Ja właśnie doświadczam. I całe szczęście, już dawno znalazłam na ten nastrój idealne lekarstwo. Odganiające po chwili wszystko, co niezbyt wesołe, każdą melancholię i nieuzasadniony niczym ból. 

Obok setek innych książek (na razie, niestety, tylko setek), stoją dumnie na moich półkach „polepszacze nastroju”- książki emanujące radością, pogodą i optymizmem. Są wśród nich najróżniejsze- i te tchnące niesamowitą wprost energią i witalnością, i te przepełnione łagodnym spokojem i bezpieczeństwem.

Kiedy brak mi ochoty na cokolwiek, a mój poziom dobrego humoru niebezpiecznie spada, sięgam po niezawodną Chmielewską. Ostatnio wydana kolejna część jej autobiografii (siódma już, zatytułowana „Okropności”) działa lepiej i skuteczniej, niż antydepresanty. A dystans do świata i genialna ironia, pomagają spojrzeć na otoczenie z nieco innej perspektywy. Do którejkolwiek z książek autorstwa Joanny Chmielewskiej- niekwestionowanej królowej polskiego kryminału- nie zajrzeć (a napisała ich bardzo wiele- począwszy od 1964 aż do dziś), odnajdziemy w nich tą samą radość życia. Czy to „Rzeź bezkręgowców” z 2008 roku, czy „Klin” z 1964- ta sama pogodna atmosfera.
Idąc dalej tym tropem, ale zbaczając nieco w stronę relacji damsko-męskich, możemy natknąć się na Monikę Szwaję i jej twórczość- gwarantująca nam zawsze tylko szczęśliwe zakończenia. Rewelacyjne obserwacje ludzi i kontaktów miedzy nimi, sprawiają, że Szwaja, mimo klimatu pogody i beztroski przekazuje też niezwykle mądre (choć często doskonale nam znane i uniwersalne) prawdy. Nie przeszkadza to nam jednak bardzo dobrze bawić się, czytając. I nic więcej czasami nie trzeba!
Na zimowe spadki nastroju polecam te autorki z całej siły. Herbata, kocyk, ciasteczka. I książka. Zanurzmy się w ciepłych historiach dobrych ludzi, opisanych z ogromnym talentem i znawstwem. Do grona autorek- pocieszycielek dokładam jeszcze z całą pewnością popularną ostatnio niezwykle- Małgorzatę Kalicińską i (przyznam, że moją ulubioną) Izabelę Sowę.