Większość z nas zna sceny z czarno-białych filmów, gdzie widać puste półki sklepowe. Kiedy przyszła dostawa (innymi słowy: rzucono towar), zaczęły się ustawiać wielkie kolejki. Oczywiście, nie wszyscy byli tak cierpliwi, by w nich wytrwać, więc powstawały komitety kolejkowe i listy kolejkowe, gdzie chętni zapisywali się na swoją kolejność. Zdarzało się, że odpowiedzią na pytanie „Co jest w sklepie?" otrzymywało się od ekspedientki odpowiedź „Jest otwarte do 18:00".
W każdym sklepie miała obowiązek znajdować się „Księga skarg i zażaleń". Można było w niej wypisać, co się miało na sercu, a chciano zarzucić kierownictwu sklepu. Wpisy miały wydźwięk charakterystycznych urzędowych formułek, często odpowiedzi na zarzuty klientów były absurdalne.
Ciekawe, co byśmy wpisali dziś do księgi skarg i zażaleń w niektórych sklepach…