Od 13 lutego „Włatcy móch” w kinach. 
Niepoprawni, obrazoburczy i, co ja poradzę- niesamowicie zabawni.

Wieczni chłopcy, którzy mimo upływu czasu nadal są w tej samej klasie, na tym samym etapie edukacji. Nic się nie zmienia. Robią saletrowe wulkany, wstydzą się przywiązania do pluszaków, nie znoszą Pani Frau. Świat się zatrzymał. I to jest w tej mocno wulgarnej, chwilami irytującej animacji, zachwycające. Wszechświat ograniczony do osiedla, szkoły i bazy gdzieś pośrodku, w pobliżu piaskownicy. Czuje się małą stabilizację, bezpieczny ośrodek beztroskiego dzieciństwa. A że wypełniony ćmokami, czopkami, mundziołami? Cóż, świat nie jest idealny…

„Włatcy móch” to także komentarz do polskiej rzeczywistości: polityki, showbiznesu, religii ( nieprzypadkowo to wszystko ze sobą sąsiaduje). Celne obserwacje, zabawnie podsumowane. 

Czesio, Maślana, Anusia i Konieczko dowiedziawszy się, jak będzie wyglądać ich przyszłość (czytaj- dorosłość), postanowili na zawsze zostać dziećmi. 
Z pewnością jako dorośli nie byliby tacy zabawni…