Niezbyt zamożny Charles Ryder ( w tej roli Matthew Goode) zaprzyjaźnia się z arystokratą Sebastianem Flyte (Ben Whishaw). Charles bardzo szybko poznaje całą rodzinę. Zaproszony do Brideshead, ich wspaniałej, rodowej posiadłości, ma okazję podziwiać powoli odchodzący w przeszłość świat arystokratycznego przepychu, ekscentryczności i skandali. Podziwia również piękną Julię, siostrę Sebastiana, w której zakochuje się bez pamięci...
Czy warto poświęcić dwie godziny i obejrzeć ten film?
Cóż, recenzje są zachęcające. Dziennikarz jednej z większych nowojorskich gazet pisze w ten sposób:
„Wreszcie nadchodzi film, na który inteligenta część widzów czekała cały rok. Filmowa wersja Powrotu do Brideshead jest metamorfozą jednej z najistotniejszych powieści brytyjskich XX wieku, to jeden ze wspanialszych i dających do myślenia filmów roku 2008. Ten film, gdzie sztuka narracji doprowadzona jest to perfekcji, strona wizualna zniewala, a elokwencja bohaterów wręcz budzi zazdrość, dla mnie był doświadczeniem niezapomnianym. (…) Powrót do Brideshead to miażdżący triumf sztuki… To arcydzieło. Uwierzcie mi.”
Mnie zachęca wystarczająco…