Życie upływało mi pod hasłem szukania faceta, tego właściwego faceta. Ale jak miałam kogoś znaleźć, kiedy nie lubiłam siebie samej? Czy rozumiecie, o czym mówię? Oczekiwałam, że ktoś mnie zaakceptuje taką, jaka jestem, ale ja nie akceptowałam siebie.  Byłam prawie pewna, że gdybym miała jędrne i szczupłe ciało, z talią jak osa, to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. A tak, moje wałeczki były przyczyną wszystkich nieszczęść – zarówno osobistych, jak i zawodowych. Ale jak schudnąć?

Podziwiałam koleżanki na surowej diecie. Zero knajpek na mieście, zero tego i tamtego – stałe uczucie głodu. Czy naprawdę trzeba sobie, aż tak uprzykrzać życie? Oczywiście, podziwiałam i zazdrościłam im tego, jak na nich leżały ciuchy; na smukłym ciele, dżinsy i zwykła podkoszulka Lewisa, działają jak lep na facetów. A ja cały czas nieszczęśliwa w swoim workowatym ciele, wciąż niezadowolona i uciekająca przed spojrzeniami.


Oczywiście sportowy styl życia, tak polecany wszystkim, którzy chcą zmienić swoje ciało, nie pasował do mnie. Byłam uprzedzona do siłowni, ciężkich maszyn, tortur
i zapachu potu? Zbiorowe ćwiczenia? Super, ale ja ledwo wstawałam do pracy, a co dopiero wstawanie dwie godzin wcześniej, żeby poćwiczyć. Niemożliwe. Będę musiała się pogodzić z faktem, że rozmiar 36 jest dla mnie nieosiągalny. A przecież kiedyś byłam szczupła. Może po prostu powinnam znaleźć równie pulchnego faceta, ze słabą wolą, który będzie do mnie pasował?! Ale ja lubię przystojnych facetów... a do przystojnego faceta trzeba przecież pasować.
Tutaj następuje wypicie butelki wina  i fantazjowanie, jak to biorę się za siebie, walczę, głoduję i wynikiem tej bohaterskiej walki są narodziny Wenus. Kobiety tak szczupłej, że leży na niej dobrze praktycznie wszystko.... Oczywiście, w moich marzeniach traktowałam swoją szczupłość jako fakt oczywisty. W marzeniach słyszałam komentarze „jak Ty świetnie wyglądasz!?“ A ja na to „Cóż, tak już mam” i zajadałam się pączkiem, patrząc jak moje szczupłe nogi genialnie prezentują się w zwykłych, niewysokich szpilkach.


Niestety, wizja odchodziła równie szybko, jak przychodziła, pozostawiając mnie w ciele pospolitym i tak bardzo niechcianym! Przecież to nie ja! I wtedy pomyślałam, że muszę najpierw schudnąć, a potem będę wystarczająco zdeterminowana, żeby zadbać o nową sylwetkę. Plan był taki: idę na serię drastycznych zabiegów, które muszą zadziałać, bo właśnie takie są i jako osoba idealna i mająca, o co walczyć – przejdę na dietę i zacznę delikatnie ćwiczyć. Plan był szalony, ale była w nim jakaś siła. W biurze, w czasie pracy, szukałam w Internecie rozwiązania, udając, że nad czymś gorliwie pracuję i tak natrafiłam na usługi Slim Express.

Opinie klientów praktycznie w 100% były pozytywne. Slim Express ma swoje kabiny w Centrach Handlowych. Zabieg trwa 20 minut i polega na lipolizie laserowej. Laser – działa, wszyscy to wiedzą. Zabieg – co ważne dla mnie starego tchórza – nie boli. Po każdym zabiegu traci się kilka centrów w obwodzie. Jedynym warunkiem jest picie wody mineralnej. 

Poczułam, jak energia we mnie rośnie. To było to. Kapsuły zapewniają szybki zabieg, zero szlafroczków i zbędnych pytań, w stylu, „Co u Pani?”. Jakie plany na Walentynki... brrrr.  Jeżeli mój plan się powiedzie, to na Walentynki powinnam już być sobą, w swoim, a nie
w cudzym ciele. Ha!



2 tygodnie później

Slim Express jest moim przyjacielem. Na zabiegi chodzę co drugi dzień, czasami codziennie, chociaż pewnie to już przesada. Są rezultaty. Nikomu nie mówię, bo nie chcę zapeszyć. Zmiana jest tak duża, że szkoda mi podjadać między posiłkami. Po prostu ogólnie czuję się silniejsza. Piję wodę prawie cały czas i prawie co chwilę chodzę do toalety. W biurze patrzą na mnie dziwnie, ale wycwaniłam się i na pytające spojrzenie koleżanki, mówię: „Testy ciążowe... wiesz”. Jej wzrok – bezcenny. Za chwilę będą mówić o tym wszyscy: jak można być w ciąży bez faceta? He he he.

4 tygodnie później

Straciłam 8 kilo i ciało mam.... niezłe. Zniknął cellulit, skóra jest wygładzona. Konsultantka ze Slim Express pomaga mi pracować nad proporcjami mojego ciała. Celowo zostawiam pewne krągłości. Przecież krągłości Jennifer Lopez wyglądają bombowo. Chodzę na zabiegi rzadziej, ale wciąż nie chce przestać. Zapisałam się na taniec – o wiele ciekawiej niż na siłowni – fabryce mięśni.
Jestem tu i teraz. Lubię siebie coraz bardziej. Mężczyźni zaczęli na mnie zwracać uwagę – odpowiadam uśmiechem i biegnę do Centrum Handlowego – tym razem nie na zakupy, ale na zabieg.
Zainwestowałam w siebie – ale było warto, bo teraz wszystko jest lżejsze. Życie też!