Bo przecież wystarczyłaby butelka wody w ręce i voila! wskakujemy na chodnik czy – co wkurza niektórych rowerzystów – na drogę wyznaczoną dla jednośladów. Każdy jednak, kto miał na dłoniach ochraniacze na nadgarstki wie, że trzymanie czegokolwiek uzbrojoną ręką jest co najmniej niewygodne. I gdzie trzymać te ochraniacze w drodze na rolkową trasę? Nie każdy ma to szczęście, że mieszka w sąsiedztwie poznańskiej Malty.

Najczęściej przejażdżka na rolkach to prawdziwa wyprawa na z dawna upatrzony kawałek przyjaznego asfaltu. Trzeba się spakować, pozbierać porozrzucane po całym dobytku ochraniacze i wyciągnąć spod łóżka rolki. Sprzedawane są co prawda trójkątne torby na ramię, specjalnie dopasowane do kształtu rolek, ale raz że nie zmieści się do takiej wszystko, co potrzebne, dwa – jeździć potem z torbą na ramieniu?
Z pomocą przychodzi nam najbardziej uniwersalny worek z szelkami, czyli plecak. Co prawda wśród wyspecjalizowanych modeli są i takie stworzone tylko dla rolkarzy, ale podebrać można także któryś przeznaczony dla sportów pokrewnych. Na przykład z wewnętrznym termosem i prowadzącą do niego rurką, dzięki której możemy napić się w każdej chwili nie ściągając torby z ramion. Albo smukły wspinaczkowy, bez zbędnych bocznych kieszeni, za to pakowny w sam raz na parę rolek (okazuje się, że zwój alpinistycznej liny jest podobnych rozmiarów). Plecaki (np. takie) służące do biegania są co prawda świetnie dopasowane do ciała i maksymalnie przyjazne w użytkowaniu, ale ich skąpe rozmiary uniemożliwiają schowanie do nich czegokolwiek poza komórką, nie mówiąc o parze butów.


Właśnie – co zabieramy na taką wyprawę? Jak najmniej – założenie może i słuszne, ale trudne w realizacji. Przyda się zwinięta do małych rozmiarów przeciwdeszczowa kurtka na niepewną pogodę, bejsbolówka chroniąca przed słońcem, mały aparat fotograficzny, jeśli ten w komórce nie spełnia naszych oczekiwań, wspomniane wyżej butelka z wodą, ochraniacze i same rolki.

Największą zaletę plecaka docenili ci z miłośników rolek, którzy podczas wykonywania różnych ewolucji mieli pecha i wywrócili się na plecy. Na te, jak wiadomo, ochraniacza nie ma (chyba że ktoś sprawi sobie zbroję motocyklową) i plecak jest najlepszym sposobem na zamortyzowanie bolesnego upadku.