Od tego czasu półki uginają się pod ciężarem jego książek. A jest ich sporo. I nie wszystkie zostały u nas wydane. 

Tokio, Kioto- pędzący świat nowoczesnej Japonii i wśród tego chaosu- on- muzyk słowa i pisarz muzyki. Geniusz rytmu. Mistrz sprzężenia fantazji z rzeczywistością. Przez lata właściciel klubu jazzowego, miłośnik kotów i wierny mąż swojej żony. 

Jego debiut literacki to „Słuchajcie pieśni wiatru”, opowiadanie z 1979 roku. Od tego czasu napisał kilkanaście powieści i opowiadań. Nic, co stworzył, nie rozczarowało mnie.

Jego książki są stylistycznie spójne, utrzymane w podobnym klimacie: delikatnej, nieco cynicznej fantazji, która czasami przejmuje kontrolę nad tym, co rzeczywiste. 
Mimo jego świetnego stylu, nieograniczonej wyobraźni, zaskakujących rozwiązań fabularnych, zastanawiająca jest rosnąca sława w takich miejscach na świecie, jak Polska. Wielu jest pisarzy z ogromnym talentem, ale to właśnie Murakami jest jednym z najpoczytniejszych. Mimo że opowiada o świecie tak odległym, tak różnym od naszego. I być może to właśnie to? Wychylając się odrobinę poza własne podwórko, wybiegając ku szerszym przestrzeniom, czynimy takich autorów jak on, poczytnymi.

Nikt tak jak Murakami nie potrafi oddać muzyki słów- jego zdania, pomimo, że nie mają misternej konstrukcji, mają niepowtarzalną melodię. Dzięki temu, historia, którą opowiada przebiega nam niezauważalnie przed oczami, bez trudu i bez wysiłku prowadzi nas po wydarzeniach, między bohaterami.

Haruki Murakami nazywany jest pisarzem popkultury. Jego książki bowiem łączą w sobie najrozmaitsze składniki kultury masowej. Przewija się muzyka popularna (pomiędzy jazzem, a klasyką), filmy, książki (niekoniecznie uważane za kanon literatury światowej). Osiąga efekt dostępności, bez rezygnowania z jakości.