Ostatnio mogliśmy podziwiać rozmaite wariacje na temat ekologicznego samochodu przyszłości. Dziś jednak napiszemy wam o swego rodzaju początku nowego rozdziału w księdze zatytułowanej „Motoryzacja”. Mamy już pierwszy model samochodu w pełni elektrycznego, którego seryjna produkcja (w wersji europejskiej) rusza już na dniach.

Tym dzierżącym palmę pierwszeństwa jest Mitsubishi iMiEV. Europejska wersja dostępna będzie w drugiej połowie roku 2010. W Japonii model dostępny jest w sprzedaży od lipca. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania – już są zamówienia na 1400 pojazdów, a tyle japoński producent zamierzał sprzedawać w ciągu roku. Elektryczny zespół napędowy, zasilany z akumulatorów jest w stanie wykrzesać z siebie 64 KM mocy i 180 Nm momentu obrotowego. Co ważne, pełna wartość momentu obrotowego jest dostępna już przy niskich obrotach. Nie ma tu znanej z konwencjonalnych silników spalinowych zależności, że im wyższe obroty, tym większy moment obrotowy. Zasięg po naładowaniu akumulatorów to ok. 160 kilometrów – wystarczy z nawiązką na dojazdy do pracy i na zakupy. A metody ładowania są aż dwie. Pierwsza – podłączenie do typowego gniazdka 230V. Ładowanie potrwa wtedy około 7 godzin (idealnie jest podłączyć samochód na noc – kto ma tańszą nocną taryfę na prąd, zaoszczędzi jeszcze więcej). Druga – to wykorzystanie prądu trójfazowego. Skróci to czas ładowania do 30 minut. Może kiedyś powstanie sieć „stacji ładowania”, gdzie po wrzuceniu monety auto w ciągu robienia zakupów naładuje się do pełna?

A skoro o kosztach mowa… Obliczono, że pełne naładowanie auta to koszt czterech złotych. Tak, 4 zł za przejechanie prawie 160 kilometrów. Prawda, że tanio? Sądzę, że ten model zrewolucjonizuje motoryzację w Polsce. Jeżeli tylko energia nie podrożeje znacznie, będzie to najtańszy sposób podróżowania (nie licząc kosztów początkowych).

A czy Wy chcielibyście mieć takie tanie w utrzymaniu auto?