Chcemy, żeby po użyciu naszych kosmetyków można było zauważyć różnicę. Natura potrafi być bardzo efektywna – o skuteczności i działaniu wegańskich kosmetyków Resibo rozmawiamy z Eweliną Kwit-Betlej, product owner marki.

Rozmawiała: Ilona Adamska

LBQ: W jednym z wywiadów stwierdziła Pani, że Resibo to pasja, świadomość, zdrowie i piękno. Czy połączenie tych trzech czynników stanowi receptę na sukces?

E.K.B.: To zależy, jak rozumiemy sukces. W kontekście biznesowym na pewno konieczne są jeszcze inne czynniki, jak kapitał, determinacja w realizacji założonych celów, umiejętność konstruowania wizji i strategii dla swojej firmy, obserwacji rynku i wyciągania wniosków ze zmian w nich zachodzących – szybka reakcja czy niepoddawanie się, mimo trudności. Natomiast w kontekście samego tworzenia produktu połączenie tych cech w jednej buteleczce daje satysfakcję i poczucie spełnienia, ale nie byłoby to uczucie trwałe, gdyby nie pozytywna informacja zwrotna od klientów.

Co było impulsem do stworzenia pierwszego produktu i jaka była pierwsza opracowana przez Panią receptura?

Od początku impulsem były osobiste doświadczenia moje i moich przyjaciółek. Kiedy byłam nastolatką, miałam problemy z cerą – permanentne. Myślałam sobie: „Jak to możliwe, skoro używam odpowiednich produktów, dbam o pielęgnację”.

Zaczęłam czytać na ten temat, zainteresowałam się naturalnymi kosmetykami. Dowiedziałam się o oczyszczaniu twarzy olejami, którą od lat stosują Azjatki, znane z pięknej cery. Chciałam wypróbować tej metody, ale kilka lat temu na naszym rynku produktów tego typu była dosłownie garstka. Przetestowałam je, ale byłam zawiedziona – pozostawiały tłusty „film” na twarzy, mgiełkę na oczach i je podrażniały. W większości były stworzone na bazie parafiny, co dodatkowo pogarszało stan mojej cery.

Postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie. Dowiadywałam się coraz więcej o właściwościach olejów i olejków roślinnych. Nawiązałam kontakt z dziewczyną, która jest chemikiem w rozlewni olejków – podsunęła mi książki, z których czerpałam wiedzę. Od niej też dowiedziałam się, co i w jakich proporcjach mogę łączyć. I tak po około roku testowania różnych mieszanek uznałam, że znalazłam już ideał i mogłam przekazać go dalej – siostrze, przyjaciółkom. Wieść o olejku rozniosła się szybko pocztą pantoflową.

Jak wyglądał proces wprowadzenia produktów na polski rynek?

Jako że nie robiliśmy nigdy nic podobnego, to proces rozpoczął się od zdobywania wiedzy na temat wprowadzenia kosmetyku do obrotu. Wyjeżdżałam na szkolenia o tej tematyce – to akurat był moment, kiedy w Polsce zaczynały obowiązywać dyrektywy unijne w miejsce wcześniejszych, krajowych ustaw. Wielkim wsparciem była również grupa technologów, z którymi współpracowałam przy tworzeniu pozostałych produktów z linii. Wszystkie produkty zostały oczywiście przebadane dermatologicznie. Oprócz kwestii formalnych pozostały kwestie biznesowe, jak kanały dystrybucji, marketing i wizerunkowe, jak chociażby nazwa i opakowanie. Łącznie cały proces trwał ponad trzy lata.

Firma Resibo jest obecna w domach klientów na całym świecie. Kiedy zaczęła Pani myśleć o tym biznesie w szerszych kategoriach?

Od początku powstania pomysłu na własną markę, myślałam o niej w międzynarodowych kategoriach. Produkt jest świetnej jakości, sam w sobie jest dopracowany, przebadany, więc dlaczego nie, skoro są przyjaźniejsze kosmetykom ekologicznym rynki niż polski. W tych przekonaniach utwierdziły nas międzynarodowe targi kosmetyczne w Paryżu i Bolonii, na których mieliśmy okazję zobaczyć wiele nowinek, sporo się nauczyć i poznać ciekawych ludzi. Odkąd marka Resibo jest obecna w Internecie, zainteresowanie poza granicami Polski jest coraz większe. Zaczęło się od znajomych, którzy mieszkają poza granicami kraju i chcieli zakupić mój produkt. Teraz nawiązujemy współpracę również z zagranicznymi partnerami. Ja jestem pewna, że dobry jakościowo produkt zawsze się obroni, jeśli już dotrze do klienta, dlatego śmiało myślimy o ekspansji.

Marka Resibo zdobyła moją przychylność, gdy tylko dowiedziałam się, że są to kosmetyki wegańskie. Otrzymały one znak jakości VEGE, który jest przyznawany firmom oferującym usługi zgodne ze stylem życia wegan i wegetarian. Jakie normy należy spełnić, aby otrzymać ten certyfikat?

Znak jakości przyznawany przez Fundację Viva! produktom wegańskim jest dla nas bardzo ważny, bo gwarantuje klientom, że nie używamy składników pochodzenia zwierzęcego, nie testujemy na zwierzętach produktu ani żadnych jego składników. A ponadto gwarantuje, że składniki, które stosujemy, nie są GMO. Czyli produkty Resibo są nie tylko etyczne, ale również bezpieczne. Spokojnie mogą ich używać nawet kobiety w ciąży.

Kosmetyki Resibo są również biodegradowalne. W jaki sposób pozyskuje Pani maksymalnie skoncentrowane ekstrakty?

Ja zaczynałam od pracy z olejami roślinnymi i olejkami eterycznymi. Wielu ludzi nie wie, jak silne potrafi być ich działanie, jak skomplikowane bywa ich uzyskanie i jak mogą być drogocenne. Świetnym przykładem są ekstrakty, które znajdują się w naszym toniku – woda pomarańczowa oraz z róży damasceńskiej. Olejek z róży damasceńskiej kosztuje ok. 10 tys. euro, ale ze względu na swoje właściwości jest warty swojej ceny. Podobnie jak olejek neroli, czyli z gorzkiej pomarańczy – bardzo aromatyczne kwiaty, które dopiero rozpoczęły proces zakwitania, lub ich pączki, zbierane są pod koniec marca. Z kilograma można otrzymać ok. 0,5-1 g olejku neroli, co warunkuje jego wysoką cenę. Oprócz olejów i olejków stosujemy zaawansowane technologicznie ekstrakty – wraz z grupą technologów, z którymi współpracuję, pozyskujemy je od sprawdzonych producentów z całego świata. Zależy nam na skuteczności i wysokiej jakości kosmetyków Resibo – tym chcemy się wyróżniać. Chcemy, żeby po użyciu naszych kosmetyków można było zauważyć różnicę. Natura potrafi być bardzo efektywna. W tym momencie pracujemy nad kolejnym produktem, który będzie miał działanie anti-aging. Planujemy zastosować w nim składnik o wyjątkowym działaniu, ale nie będę zdradzać szczegółów, ponieważ pracujemy wciąż nad formułą.

Które kosmetyki poleca Pani na wiosnę? Jak sprawić, aby szara, zmęczona i niedotleniona skóra odzyskała blask?

Nasza skóra inaczej zachowuje się w zależności od pogody. Teraz, kiedy kończy się zima, ale jeszcze wiosna tak naprawdę nie przyszła, często intensywniej odczuwamy wysuszenie – to za sprawą ogrzewania, nagłych zmian temperatur. Ja polecam gorąco krem odżywczy Resibo, dla skóry suchej jest to krem uniwersalny, dla tłustej polecamy na noc. Koi skórę, zmniejsza zaczerwienienia, nawilża i wygładza – to prawdziwa bomba składników odżywczych dla skóry! Na dzień z kolei, zwłaszcza na cieplejsze dni, warto sięgnąć po krem ultranawilżający, który naprawdę nawilża, ale jest lekki, doskonały pod makijaż. I chroni przed słońcem i zanieczyszczeniami, to bardzo ważne, zwłaszcza kiedy robi się coraz cieplej i dociera do nas więcej promieniowania UV. Krem pod oczy to dla mnie podstawa już teraz i rano, i wieczorem. Krem Resibo jest tak wielofunkcyjnym produktem, że nie wyobrażam sobie go nie stosować. Może kiedyś udostępnię swoje zdjęcia, jak wyglądały moje oczy, kiedy zapomniałam go ze sobą zabrać na weekendowy wyjazd – do tej pory nie mogę się nadziwić różnicy.

No i oczywiście nasz bestseller – olejek do demakijażu, który naprawdę delikatnie, ale z niesamowitą skutecznością oczyszcza skórę, dzięki czemu nadaje się do każdego typu cery. W połączeniu ze specjalną ściereczką z mikrowłókna delikatnie pilinguje. Jest rewelacyjny! Nasze klientki go uwielbiają. Bardzo mnie to cieszy, bo to od tego produktu wszystko się zaczęło.
Polecam również wizytę u sprawdzonej kosmetyczki – mocniejsze oczyszczanie przyda się po zimie. Nasza skóra łatwiej będzie czerpać korzyści ze wszystkich dobrodziejstw, które na nią nałożymy.