Jeszcze pod koniec dziewiętnastego stulecia pielęgnowanie butów nastręczało nie lada trudności. Pierwszy problemem była kiepska jakość materiałów użytych do ich produkcji, które były mało odporne na czynniki zewnętrzne. Drugim problemem był brak odpowiednich środków do impregnacji skóry. Stosowano zatem różne metody. Aby nie zniszczyć delikatnej skóry na podeszwach, używano patynek, czyli drewnianych podeszew przypinanych na skórzane paski. Wymieniano również obcasy i dokonywano napraw.

 

Dubbin bez połysku

 

Jak podaje www.blancoandbull.com, portal poświęcony czyszczeniu obuwia, w wiekach średnich do ochrony obuwia skórzanego stosowano mieszaniny przede wszystkim składające się z łoju, wosku, tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, często także popiołów. Pomagały one zabezpieczać skórę między innymi przed nasiąkaniem, a jednocześnie zmiękczały materiał. Powszechnie stosowanym środkiem był tłuszcz garbarski, znany również jako dubbin. Nazwa pochodzi od angielskiego czasownika dubbing, który określał czynność nakładania środka na powierzchnię skóry. Ten sam czasownik oznacza również proces podkładania głosów pod film czy grę.

 

Dubbin nie nadawał skórze połysku i nie przywracał koloru. Jednak w czasach średniowiecznych nie było to istotne, ponieważ wysoki połysk obuwia stał się modny dopiero w XVIII wieku. Wraz z nowymi trendami, rozszerzeniu ulec musiał arsenał technik pielęgnacyjnych. W użyciu znalazły się środki wytworzone na bazie wosku pszczelego lub lanoliny, którymi nacierano skórzaną powierzchnię. Powszechnie stosowanym sposobem było nacieranie obuwia kurzym białkiem.

 

W XIX wieku powstało wiele past do butów, chociaż w tamtych czasach określano je po prostu jako czernidła, zwłaszcza te zawierające sadzę. W tym czasie na terenie Wielkiej Brytanii dostępnych było już kilka marek past. Przyjął się również zawód pucybuta świadczącego swoje usługi na ulicach. W tych czasach karierę biznesową rozpoczynał bodaj najsłynniejszy z nich, czyli niejaki John D. Rockefeller, który został później pierwszym Amerykaninem z majątkiem przekraczającym miliard dolarów. Jest to jednak mit, ponieważ późniejszy magnat naftowy karierę zawodową zaczynał w wieku szesnastu lat jako pomocnik księgowego. Portal history.com dodaje, że jako chłopiec opiekował się indykami, sprzedawał cukierki oraz wykonywał różne prace dla sąsiadów. Być może któremuś z nich czyścił nawet buty.

 

Natomiast inną znaną osobistością, która w swojej karierze zetknęła się przemysłem obuwniczym był Charles Dickens. Jak podaje biography.com, przyszły autor „Opowieści wigilijnej” w wieku dwunastu lat zmuszony został do porzucenia szkoły i podjęcia pracy. Znalazł ją w fabryce pasty do butów ulokowanej nad Tamizą w londyńskim Westminsterze, gdzie za sześć szylingów tygodniowo naklejał etykietki na pojemniki.

 

Moda na lśniące buty

 

Pod koniec XIX wieku buty ze skóry stały się powszechnie dostępne, co stworzyło duży popyt na środki do ich pielęgnacji. Mimo rosnącego rynku produktów do pielęgnacji obuwia, nawyk polerowania obuwia nie był jeszcze głęboko zakorzeniony, a pasty do butów nie uznawano za produkt handlowy.

Jednocześnie wraz z początkiem ubiegłego stulecia zaczęto produkować pasty oparte o nowe receptury, na bazie których wytwarzane są one do dziś. W przeciwieństwie do dawnych czernideł, zawierały one po raz pierwszy składniki, które nabłyszczały i przywracały obuwiu kolory.

W 1901 roku niemiecka firma Werner & Metz zarejestrowała nową pastę do obuwia pod nazwą ERDAL, która jako jeden ze sztandarowych produktów koncernu, była najczęściej kupowaną pastą do butów w Niemczech. Firma produkująca produkty pielęgnacyjne do obuwia Búfalo została nabyta przez Werner & Mertz Group później w XX wieku – www.bufalo.pl.

Kolejnym przełomem był wybuch I wojny światowej. Wielkie ilości wojskowych butów wymagających polerowania, stworzyły popyt na środki czyszczące, na dodatek takie, które umożliwią impregnację w warunkach polowych. W taki sposób pasta do butów trafiła w okopy, gdzie była również wykorzystywana do konserwacji innych skórzanych elementów wyposażenia. W latach trzydziestych była już na tyle popularna, że muzycy jazzowi i tancerze występowali w butach wypolerowanych na wysoki połysk. Takimi ambasadorami lśniących butów byli później Beatlesi w swoich błyszczących „Chelsea Shoes”.

 

 

Współczesność

 

Raport "Rynek markowego obuwia 2012", przeprowadzony przez ARC Rynek i Opinia, pokazuje, że polscy konsumenci lubią kupować buty – blisko 80 procent respondentów przyznało, że ich wybieranie sprawia im przyjemność. Za umiłowaniem do kupowania, nie zawsze idzie w parze umiłowanie do czyszczenia obuwia. Jak pokazuje badanie ARC, najczęściej przychodzi nam narzekać na jakość wykonania butów. . Chociaż metody czyszczenia i receptury past są nieporównywalnie lepsze niż dawniej, rzadko należycie dbamy o długowieczność butów.

Środki, które znajdziemy współcześnie na sklepowych półkach dostosowane są do każdego rodzaju materiału. By chronić środowisko dzisiejszy klasyczny produkt do pielęgnacji obuwia jest oparty na wodzie.

Co więcej są impregnaty na rynku do specjalnej pielęgnacji obuwia – chroniące przed wilgocią i brudem oraz wygodne produkty, przy których nie trzeba polerować (na przykład www.bufalo.pl/products/pasta-polysk-2w1/). Główne firmy nadal pozostają przy dawnych składach i naturalnych produktach jakimi jest wosk pszczeli.

Również zawód pucybuta przetrwał w wielu krajach. Przykładem są Indie, gdzie łatwo spotkać zawodowych czyścicieli obuwia w pobliżu dworców kolejowych czy autobusowych. Ale również w dobrze rozwiniętych krajach możemy jeszcze skorzystać z usług prawdziwych profesjonalistów.

Artykuł powstał we współpracy z Búfalo.