Są oczywiście bardziej i mniej bolesne partie ciała. Najbardziej bolesnym tatuażem, jaki możemy wykonać nie jest już dziara na genitaliach. Hardcorowcy poszli znacznie dalej w kwestii modyfikacji swojego ciała, pozwalając na wstrzyknięcie tuszu wprost w gałkę oczną. Tatuowany widzi zbliżającą się do oka igłę, czuje nakłucie. Nie może nawet mrugnąć. Tusz rozpływa się po powierzchni białka i idealnie barwi je na wstrzyknięty w kilku dawkach kolor. W warunkach zwykłego salonu nie da się wytatuować na oku nic poza w miarę regularną, barwną plamą.

Wariactwo? Zabieg jest również wykonywany przez lekarzy specjalistów w sterylnych warunkach szpitali. W nowym Jorku wykonuje się je dla pacjentów po uszkodzeniach oka i wrodzonych przebarwieniach tęczówki, jednak amerykańscy lekarze niechętnie przyjmują zupełnie zdrowych klientów, którzy chcą zabarwić sobie oko, bo sądzą, że to fajnie wygląda. Może i szkoda, gdyby prywatne kliniki wprowadziły taką usługę, pewnie niewiele kto poszedł by do salonu tatuażu. 

Co w tym złego? Salon tatuażu, choćby najczystszy nijak się ma do sali zabiegowej. Nie liczmy też, że artysta, który do tej pory zajmował się robieniem zwyczajnych tatuaży i pierciengiem ma duże doświadczenie w tatuowaniu gałki ocznej. Nietrudno o zakażenie, perforacje czy mechaniczne uszkodzenie. Sprzęt, którym posługują się tatuażyści trudno nazwać specjalistycznym. Tatuaż gałki ocznej w salonie tatuaży jest mniej więcej tym, czym przeprowadzenie operacji plastycznej w solarium. Nie do pomyślenia!  

Nowojorscy lekarze przestrzegają przed ryzykiem - taki tatuaż to dobrowolne narażenie się na trwałą ślepotę.