Na przełomie wiosny i lata tego roku w Stanach Zjednoczonych do sprzedaży wejdzie nowa wersja kultowego auta- Forda Mustanga Shelby GT500. Są tacy, którzy nie patrzą na kryzys gospodarczy, ceny ropy i ekologiczne normy, a do takich właśnie ludzi skierowany jest ten samochód.

Auto spod znaku kobry będzie wyposażone w, całości zbudowany z aluminium, silnik benzynowy o pojemności 5.4 litra, który dzięki podwójnej turbinie osiągnie moc 550 koni mechanicznych. Dzięki zastosowaniu lżejszych materiałów auto będzie o niemal 50 kg lżejsze od poprzednika, co zapewni mu lepsze osiągi.

W sprzedaży pojawią się wersje coupe i kabriolet. Ten pierwszy będzie można nabyć z przeszklonym dachem. Designerzy wprowadzili niewiele zmian do wyglądu Mustanga. Zachowano charakterystyczną dla modelu agresywną linię nadwozia, dzięki której już z daleka widać że nadjeżdża jeden z najwspanialszych amerykańskich samochodów. Potężny grill ze srebrną kobrą, muskularne nadkola, wielki wlot powietrza na masce czy wreszcie dwie rury wydechowe o gigantycznej średnicy od razu mówią nam, ze nie jest to auto dla niedzielnego kierowcy. Największą zmianą względem poprzednika, będzie zastosowanie pojedynczych lamp z przodu, w kształcie równoległoboku.

Ford z myślą o klientach którzy chcieliby Shelbym GT500 pobawić na torze, przygotował dodatkowy pakiet SVT Performance. W jego skład wchodzą usztywnione sprężyny, specjalne opony przygotowane przez firmę Goodyear, oraz 19-calowe felgi z przodu i 20-calowe z tyłu. Według testów, Mustang wyposażony w ten pakiet na torze testowym o długości 3.7 km był średnio o 3 sekundy szybszy od standardowej wersji.

Amerykanie już za około 50 tysięcy dolarów będą mogli kupić to auto. Przy obecnym kursie dolara będzie to jakieś 150 tyś złotych. Zaledwie (w porównaniu z Mustangiem) 300 konny Passat CC kosztuje 200 tysięcy. Ok, to zupełnie inny typ samochodu, ale i tak widać różnicę w cenie tych aut. Inny przykład? Audi S3 o mocy 265KM- 150 tyś złotych polskich. Szkoda, że jeśli sprowadzimy GT500 zza oceanu to zapłacimy gigantyczne cło i ubezpieczenie, a europejskie ceny paliwa puszczą nas z torbami, zanim na dobre zapoznamy się z tym autem. Eh, w takich chwilach mam ochotę wyjechać do USA, nie zważając na to, że na każdej ulicy widziałbym McDonaldsa…