Polski rynek klubów nocnych powoli zaczyna wkraczać w fazę dojrzałości. Nieprzypadkowo zresztą, bo właśnie kończy 21 lat, a w lokalach dla mężczyzn to właśnie ta granica wieku oznacza dojrzałość. Pierwsze komercyjne kluby ze striptizem zaczęły powstawać w Polsce na początku lat 90-tych, wcześniej tego typu działalność była regulowana, a w praktyce nie istniała, przynajmniej dla zwykłego obywatela.

Początkowo nocne lokale powstawały wyłącznie w dużych miastach, były zazwyczaj niewielkie i miały spory problem z jasnym określeniem swojej tożsamości. Oczywiście ich właściciele czerpali garściami wzorce z klubów zachodnich, których już w tych czasach było bardzo dużo. Jednak próby
otwierania takiego typu miejsc wzorem z Londynu czy Amsterdamu często kończyły się fiaskiem, ze względu na ogromne na ten czas zróżnicowanie światopoglądowe obywateli bloku wschodniego względem idei ludzi zachodu.

W kolejnych latach polskie „strip cluby” były coraz większe, bardziej kolorowe, a oferowana erotyka miała coraz wyższy poziom. Niewiele jednak zmieniało się w samej idei takich lokali. Zainteresowany gość mógł kupić bilet (często nietani), wejść do środka, obejrzeć tańczące półnagie kobiety i na tym tak naprawdę oferta tego typu miejsc kończyła się. Przełom nastąpił mniej więcej dwa lata temu kiedy to na polskim rynku zaczęły pojawiać się kluby dla dżentelmenów.

O tym jakie są kluby dla dżentelmenów? Co je wyróżnia? Czy naprawdę wprowadzają nową jakość na rynek męskiej rozrywki? Na ten temat postanowiliśmy porozmawiać z Maciejem Małeckim – managerem zarządzającym New Orlean Gentlemen's Club.

Proszę nam powiedzieć co to jest Gentleman Club?

M.M. Gentleman Club to klub dla mężczyzn, a tak naprawdę jak sama nazwa wskazuje dla dżentelmenów.

No dobrze, ale czy taki klub czymkolwiek różni się od tradycyjnego nocnego klubu poza nazwą?

M.M. Oczywiście, różnic wbrew pozorom jest bardzo dużo, szczerze mówiąc, to niewiele widzę punktów zbieżnych. Może po kolei. Jeżeli mówimy o klubie dla dżentelmenów to przede wszystkim wymagamy, aby nasi goście byli dżentelmenami, do lokalu wpuszczamy osoby powyżej 21 roku życia, zwracamy uwagę na ich strój, powinien być schludny, ważne jest również to, aby nasi goście nie byli pod zbytnim wpływem alkoholu.

Przepraszam, że przerwę, znam strój wieczorowy, karnawałowy, ale czym jest strój schludny?


M.M. Schludny to taki, który nie razi i nie przeszkadza innym. Nie chcemy narzucać wszystkim gościom konwencji garniturowych, ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego, że jeżeli ktoś pracuje w garniturze przez 10 godzin to niekoniecznie chce funkcjonować w takim samym uniformie po pracy. Zresztą biorąc pod uwagę ostatnie temperatury, pomimo klimatyzacji w lokalu, narzucanie marynarki przy 35 stopniach na zewnątrz byłoby raczej niezrozumiałe (śmiech). Żeby Pan mnie właściwie odebrał, nie staramy się narzucać gościom reguł dla reguł, chodzi raczej o to, że np. zbyt pijany gość, może nie być dobrze postrzegany przez niepijących zazwyczaj Hindusów. Zależy nam na tym, aby goście nie przeszkadzali sobie wzajemnie tylko czuli się dobrze w atmosferze lokalu.

Wróćmy zatem do wyróżników.

M.M. Uważamy, że każdy dżentelmen w swoim lokalu może poszukiwać następujących rzeczy. Po pierwsze dużego i ciekawego baru, w naszym klubie taki bar się znajduje, obecnie posiadamy 550 różnych gatunków alkoholu.

Różnych?

M.M. Tak, każda z 550-ciu butelek to inny smak.

Czy mogę spytać po co aż tyle?

M.M. Dżentelmen ma swój ulubiony smak, lub chęć poznania nowych smaków z danej zazwyczaj wąskiej grupy alkoholu, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że nasi goście reprezentują wiele narodowości i bardzo różne zwyczaje kulturowe, to ta ilość wcale nie jest aż tak duża.

Często zdarza się sytuacja, że gość zamawia jakiś trunek, którego u Was nie ma?

M.M. Nie zdarza się (śmiech), ale musimy być czujni, gama naszych gości regularnie się poszerza, coraz częściej odwiedzają nas goście z odległych egzotycznych miejsc.

Co poza barem?

M.M. Na pewno restauracja. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby nasza kuchnia niczym nie odbiegała od standardów najlepszych regularnych restauracji w Warszawie. Nie było to łatwe, ale chyba się udało. Nasza oferta kulinarna słynie głównie z dwóch pozycji: owoców morza i steków. Posiadamy własne homarium, w którym zawsze są świeże ostrygi i homary. Steki przyrządzamy wg. sprawdzonej nowojorskiej receptury Petera Lugera, gorąco polecam.

Skąd taki dobór kuchni?

M.M. Największym uznaniem w naszym lokalu cieszą się szampany i whisky, staraliśmy się dopasować nasze menu do tych trunków, osobiście uważam, że ten zabieg świetnie się udał. Dopasowaliśmy dania do alkoholu, a nie tak jak się to robi odwrotnie i to przyniosło pożądany efekt.

No dobrze, nasuwa mi się pytanie, czy kuchnia jest niezbędna w nocnym lokalu dla mężczyzn?

M.M. Oczywiście możemy na ten temat polemizować, my uważamy, że każdy dżentelmen, który ma ochotę spędzić czas w naszym lokalu powinien liczyć na kompleksową usługę. Bardzo wielu naszych gości zaczyna wieczór od kolacji, podczas której poruszane są kwestie zawodowe. Czas na relaks następuje później, śmiem wręcz twierdzić, że mamy wysoki współczynnik pozytywnie
zakończonych negocjacji biznesowych. Po co odsyłać gości wcześniej do innej restauracji, jeżeli możemy zapewnić im wszystko na miejscu?

Czy kolacje biznesowe to częste zjawisko?


M.M. Obecnie już tak, goście coraz bardziej przyzwyczajają się do takiej możliwości.

Jednym słowem polski gość staje się bardziej odważny?


M.M. To chyba nie chodzi nawet o to. Nocne kluby w naszym kraju istotnie różniły się od tego typu lokali za granicą. W międzynarodowych przewodnikach często ostrzegano turystów przed polskimi klubami typu go-go, pojawiały się informacje dotyczące uczciwości personelu, nachalności dziewczyn itp. Niestety wiele z tych historii było prawdziwych i przez to bardzo wielu
gości zraziło się do tego typu lokali.

Czyli lokale miały niskie standardy dobrze rozumiem?

M.M. Raczej nie było żadnych standardów, ale ustalmy, że w złym świetle nie będziemy rozmawiali o rynku.

Dobrze, co dalej z tymi wyróżnikami?


M.M. I najważniejsze, tłem całego lokalu są tancerki, my przykładamy do tego szczególną uwagę, i oczywistą oczywistością jest (śmiech) jest to, że wszystkie panie muszą być z najwyższej półki.

Co znaczy Pani z najwyższej półki, dziwnie to brzmi?

M.M. Właśnie próbowałem to wyjaśnić. Podstawowym elementem jest kultura osobista, jeżeli mamy spełniać standardy dżentelmenów, kultura musi być bez zarzutu. Dalej znajomość języków, nasz lokal ma specyfikę międzynarodową, dlatego Panie bez angielskiego wyjątkowo się tutaj nie odnajdują. Bardzo mile widziany jest fakt, jeżeli kandydatka na naszą tancerkę ma w sobie coś ciekawego np. jest artystką, zna się na samochodach, śpiewa itp. No i oczywiście uroda. Wychodzimy z założenia, że gusta męskie są różne, dlatego nie zamykamy się na urodzie modelki, ale bezwzględnie kobieta musi mieć to „coś”.

Wszystko fajnie, ale nie wspomniał Pan nic o umiejętnościach tanecznych?

M.M. Może dlatego, że jest to oczywiste, każda kandydatka musi mieć dryg do tańca i czuć scenę. To są sprawy bardzo indywidualne, jedne dziewczyny robią wrażenie dynamiką inne wręcz przeciwnie, ogromnym spokojem. Taniec na rurze jest sztuką sam w sobie, albo w kimś płynie krew artystyczna albo nie odnajdzie się w tej pracy.

Jednym słowem robicie polskie Moulin Rouge?


M.M. No nie, bez przesady, aż tak daleko nie wybiegamy przed rynek. Prawda jest taka, że myśleliśmy o rewii, nawet rozmawialiśmy na ten temat z osobami, które taką rewię tworzyły w Paryżu. Jednak tylko człowiek bez wyobraźni mógłby wierzyć w to, że bez trudu uda się przekształcić, nawet niezły tanecznie klub w rewie taneczną, czy kabaret. Proszę spojrzeć na projekt Pani Potockiej, stworzenie takiej marki jak Sabat wymagało ogromnego doświadczenia, wielu osób
zajmujących się sceną, profesjonalnego zespołu i lat pracy. Żeby to zrobić, trzeba się na tym świetnie znać, dziś to dla nas zdecydowanie za wysokie progi.

Czy nie ma Pan jednak wrażenia, że ta cała wizja o klubie dla dżentelmenów jest nieco wybujała, że gość wchodzący do Państwa lokalu od wejścia będzie słyszał wyłącznie „kup mi drinka” albo „chodź na taniec”.

M.M. Powiem tak, pewne rzeczy trzeba przeżyć, żeby je zrozumieć, dlatego serdecznie zapraszam do klubu dla prawdziwych dżentelmenów.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

M.M. Ja również dziękuje.

 

http://www.neworleans.pl/