Angielska firma produkująca sportowe samochody, po 16 latach przerwy, wraca do wyścigów Formuły 1. Może się to wiązać ze wzrostem popularności ich seryjnych aut, dlatego potencjalnym klientom w Genewie zostanie zaprezentowany odmłodzony model Elise.

W porównaniu z poprzednikiem, pierwszą zauważalną zmianą jest zastąpienie podwójnych reflektorów pojedynczymi, o agresywnym kształcie. Już od przednich lamp zaczyna się ostre przetłoczenie, ciągnące się przez monstrualne nadkola. Zmieniono także atrapę chłodnicy i kształt maski, które wyglądają naprawdę efektownie. Dwa wielkie wloty powietrza na masce tylko potęgują wrażenie agresji i wulgarności sportowego coupe. Po bokach, za tylnymi drzwiami także umieszczono wloty chłodzące zamontowany z tyłu silnik. Z tyłu pozostawiono delikatny spojler oraz podwójne okrągłe czerwone lampy. Niewielkie dyfuzory i sportowe zakończenia wydechu nie pozwalają obserwatorom zapomnieć o tym, że naturalnym środowiskiem dla Elise będzie tor wyścigowy.

Silnik, tak jak w poprzedniku, został umieszczony poprzecznie, tuż przed tylną osią. Tradycyjnie, nie będzie to jakąś potężna jednostka, jak u wielu konkurentów, a ledwie czterocylindrowy silnik 1.6 od Toyoty, o mocy 134KM. Mimo to, do setki auto przyspieszy w 6.7 sekundy, a dzięki niskiej masie oraz doskonałemu układowi jezdnemu i zawieszeniu, na torze Eslie będzie radziło sobie lepiej niż niejeden 400-konny samochód. Również aerodynamiczny kształt sprawia, że auto ma tak dobre osiągi. Co ciekawe, auto z tym silnikiem będzie spalało ponad 20% mniej paliwa, niż jego poprzednik o tej samej mocy. Poza tym, standardowym modelem, będzie można kupić wersje Elise R z silnikiem 1.8 o mocy 189 KM oraz Elise SuperCharged SC, z turbodoładowaną jednostką 1.8 generującą 217 KM. Te jednostki również dostarczy Toyota.

Lotusy, dzięki swym osiągom, przy niewielkich kosztach eksploatacji, ubezpieczenia (bo stosowane są małolitrażowe jednostki napędowe) i stosunkowo niskiej cenie zyskały wielu zwolenników. Również, wygląd tych aut trafia w gusty wielu ludzi. Sam czekam na pierwszy, po wielu latach, występ Lotusa w F1. Jeśli Brytyjczycy w największej serii wyścigowej będą sobie dobrze radzić, to ich seryjne auta będą sprzedawały się jak świeże bułeczki. Choć i bez sukcesów w GP, Elise powinien znaleźć wielu zwolenników