69-letni japoński fotografik znany jest we wschodniej Azji tak samo dobrze jak tamtejsze gwiazdy kina i muzyki, a wszystko za sprawą jego skandalizujących zdjęć. Araki wsławił się na świecie przełamywaniem kolejnych tematów tabu, pozostając jednak w obszarze seksu. Zanim jednak artysta osiągnął wielką sławę jako fotograf, pracował w agencji reklamowej. Już wtedy kierował swe prace w jednym kierunku, interesując się głównie życiem prostytutek w Tokio. Głośno stało się o nim w 1970 roku, kiedy na swej pierwszej wystawie zaprezentował cykl zdjęć ukazujących waginy w dużym zbliżeniu. Wtedy też zaczął korzystać ze sposobu promocji jakim jest wysyłanie zdjęć do przypadkowo wybranych osób. Robi tak zresztą do dziś, gdyż jak twierdzi, pozwala mu to „wychodzić do ludzi” ze swoją sztuką. Ponadto zdarza mu się wystawiać swe prace w miejscach publicznych, na dworcach, w centrach handlowych i miejscach pracy.

Od początku fotograf nie przestawał szokować, nie tylko swoimi pracami, ale także życiem prywatnym. Na własnym weselu wyświetlił gościom pokaz slajdów z nagimi zdjęciami swojej świeżo poślubionej małżonki. Następnie podzielił się z ludźmi radością swojego pożycia intymnego, fotografując ze szczegółami własny miesiąc miodowy. Kolejne przekroczenie granic dla większości było już nie do przyjęcia. Araki uwiecznił bowiem na kliszy przebieg choroby swojej żony i jej śmierć, nie oszczędzając sobie takich szczegółów jak pokłuta igłami ręka czy trumienne portrety. 

Motywem przewodnim twórczego dorobku artysty niezmiennie pozostaje kobieca nagość. Często na zdjęciach uwiecznione są młode kobiety w bardzo wyuzdanych pozach lub ubezwładnione linami, co nawiązuje do japońskiej tradycji Kinbaku, czyli sztuki wiązania i ozdabiania ciała linami. Dla wielu osób jest to czysta pornografia, lecz to chyba nie przeszkadza zagorzałym zwolennikom talentu Arakiego. Nie da się jednak ukryć, że pomimo ewidentnych konotacji z wulgaryzmem, bohaterki zdjęć epatują jakąś trudną do wyjaśnienia niewinnością, wyrafinowaniem i pięknem. Być może jest to zasługą tego, iż Japończyk bardzo dba o wytworzenie chemii między nim a modelką na planie zdjęciowym. Sam przyznaje, że prawie zawsze uprawia seks z pozującymi mu dziewczynami, aby móc potem uchwycić na fotografii to, co jest między nimi. Między zdjęciem a pożądaniem fotograf próbuje bowiem postawić znak równości. 

Prowokujące wiele dyskusji prace Arakiego zostały zebrane już w ponad 350 książkach. Doceniła je także piosenkarka Björk, która jest wielbicielką talentu fotografa, i poprosiła go o wykonanie zdjęć na okładkę jej płyty. Od jakiegoś czasu album z monografią artysty można kupić także w Polsce.

A Wy co sądzicie o tych kontrowersyjnych fotografiach? Oddają obnażone emocje artysty, czy raczej odzwierciedlają jego chore fantazje?