Współpraca z hiszpańską projektantką Estrella Archs, była niepewnym sukcesem. Nie można było przewidywać wiele skoro para, a głównie Archs, miała tylko trzy tygodnie na pracę...

Ungaro, który zbudował swój dom w 1965 roku, gdyby wiedział co się dzieje byłby przerażony nad swoim imperium.
W kolekcji Lohan /Archs pojawiło się parę modowych faux pas. Za krótkie sukienki, staniko-topy, nie do końca pasowały do Ungaro. Krytycy delikatnie mówiąc zjechali Lohan i Archs niemiłosiernie. „Ubrania wyglądały tanio i nienowocześnie [..] kolekcja nie pokazała obiecywanej młodszej strony Lohan” skwitowało WWD. Skrytykowano też pojawienie się wszędzie dziecinnych „brokatowych serduszek”. Lohan nie obruszyła się na żadne komentarze, natomiast Archs przyznała po pokazie, że kolekcja „musiała być przygotowana na szybko”. 
Nie to było jednak takie złe. Cekinowe żakiety miały posmak Studia 54 i wykorzystanie ostrego różu i draperie przynajmniej dały posmak marki. Buty i torby też były w porządku. Szczerze mówiąc widziałam gorsze kolekcje, totalnie nie-do-noszenia! 
Mimo wszystko, w ciągu następnych kilku miesięcy Archs i Lohan mają  dużo pracy do zrobienia.

"To prawdziwa ja", mówi z przejęciem Lohan w wywiadzie dla "Sunday Telegraph". "Praca z Estrellą i zespołem Ungaro jest spełnieniem marzeń. Moda jest jedną z moich ulubionych rzeczy w świecie i jest to najlepszy tydzień w moim życiu. Jestem taka podekscytowana, że prawie w ogóle to do mnie jeszcze nie dociera. Byłam krańcowo wyczerpana, ale zostałam tutaj aż do północy, przymierzając rzeczy, patrząc na akcesoria."

Lohan rzeczywiście wyglądała na wykończoną, z workami pod oczami, niezdrową cerą. Jak widać make-up nie jest w stanie zakryć wszystkiego, a projektowanie mody to nie taka prosta sprawa