Jak można podrywać kobiety? Strategii jest bez liku: na twardziela, na poetę, na wrażliwca, na pełen portfel, na wygłupy etc.
Na każdą działa coś innego. Niejaki Piotr S., 36 letni policjant z lublińskiej drogówki wynalazł swój własny sposób. Podrywał na… kontrolę.

Oprócz standardowego dowodu rejestracyjnego, OC, AC, prawo jazdy, policjant żądał… numeru telefonu. Gdy go dostał dzwonił, wysyłał SMS-y, próbował umówić się na randkę, a nawet świntuszył przez telefon. Prokuratura zarzuca mu, że nie miał podstaw do kontrolowania samochodów. Żadna z molestowanych kobiet nie wniosła pozwu przeciwko funkcjonariuszowi, jednak cała sprawa narusza także inny paragraf. Policjantowi grozi do dziesięciu lat pozbawienia wolności za przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcie korzyści osobistych w postaci znalezienia partnerki seksualnej.
Metoda policjanta z pewnością była głupia. Ryzykować 10 lat dla kochanki? Jeśli nawet była warta ryzyka, można było podrywać ją w inny sposób.

Mimo wszystko podryw nie musiał być nieskuteczny i być może jakaś znajomość tego pana zakończyła się romansem. Ludzie mylą adrenalinę z energią seksualną (udowodnione eksperymentalnie), a paniom na pewno podskakiwało ciśnienie gdy zatrzymywała je kontrola. Także panie wolały za pewne dać numer telefonu i zrobić słodkie oczka zamiast dostać mandat. Niemniej… 10 lat? Kto normalny tyle by ryzykował? Czy może policjant nie znał prawa i myślał, że mu wolno? To byłoby jeszcze bardziej zatrważające