Są takie marki w świecie motoryzacji, które nigdy nie mogą sobie pozwolić na wpadkę. Wystarczy jeden nieudany model, a prestiż marki może zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bentley postanowił, że model Mulsanne zostanie wyprodukowany w całości tylko i wyłącznie w ich fabrykach. Dzięki temu, Brytyjczycy zyskali pewność, że nikt obcy niczego nie zepsuje.
Ale już na pierwszy rzut oka, widać że coś jest troszeczkę nie tak. Tak minimalnie. Po prostu uważam, iż przód auta wygląda trochę mniej poważnie niż w modelach Arnage czy Continental. Nowoczesne reflektory z diodami LED oraz dolna, łukowata atrapa chłodnicy sprawiają, ze auto wygląda tak, jakby uśmiechało się do jadących z naprzeciwka. W Mazdzie 3 wygląda to uroczo, ale w Bentleyu?

Oczywiście, to moja opinia i możliwe że znajdzie się wielu entuzjastów designu Mulsanne, gdyż wszystkich trudno zadowolić. Niemniej jednak, cała reszta to już promieniujący ekskluzywnością, szykowny brytyjski styl. Wielka centralna atrapa chłodnicy dwu i pół tonowego auta nawet w towarzystwie nieśmiało uśmiechniętej mordki robi wrażenie. Smukła, elegancka sylwetka przebija dostojnością wszystko to, co znajdzie się w promieniu 15 kilometrów od pojazdu. Kolosalna limuzyna osiada na kołach z 21-calowymi pięknymi felgami, których środek z charakterystyczną literką „B” jest nieruchomy, co wygląda niesamowicie efektownie, gdy auto czcigodnie porusza się po ulicach. Pompatyczny charakter auta dostrzegą także Ci, którzy jadą za Bentleyem. Reflektory, rozdzielone wielką pokrywą bagażnika, są typowo „bentleyowskie”, a pod nimi umieszczono wielkie rury wydechowe o owalnym kształcie.

Wnętrze to oczywiście najwyższej jakości skóra i drewno, którymi wyłożono większość pięknie zaprojektowanych elementów. Przyciski i zegary wyglądają elegancko, a całe wnętrze zachwyca dbałością o jakość i przyjemne dla kierowcy czy pasażerów szczegóły. Pasażerowie będą mieli więcej miejsca niż w Rolls-Royce Phantomie czy Maybachu. Generalnie, można śmiało stwierdzić, że wnętrze Mulsanne to luksusowy salon, który jest swojego rodzaju dziełem sztuki.
Sercem brytyjskiej limuzyny jest 6.75-litrowy, ośmiocylindrowy silnik, który generuje moc 505 KM oraz moment obrotowy sięgający do 1020 niutonometrów. Wspomagana turbią jednostka sprawi że auto będzie szybsze i oszczędniejsze od poprzedników. Prędkość maksymalna to 296 km/h, sprint do setki potrwa 5.3 sekundy, a średnie spalanie wyniesie ok. 16.5 litra na 100 km. Dodatkowo, auto posiada system tłumiący nierówności na drodze, czy wspomaganie trakcji przy większych prędkościach. Mimo tego, że jest to limuzyna, amatorom wyścigowych wrażeń Mulsanne pozwoli na jazdę bokiem i równoczesne palenie gum.

Czyli tak- mamy stylowego Bentleya nowej generacji, który ma troszkę nietypowy przód (być może, to kwestia przyzwyczajenia), brytyjską duszę, wykwintny styl i nieprzeciętną cenę. Nikt niczego nie zepsuł, czyli pomysł, by wszystko powstało w brytyjskich fabrykach, można uznać za trafiony. Pierwszy sprzedany egzemplarz wyceniono na 500 tyś dolarów. Myślę, ze pozostałe pojazdy nie będą o wiele tańsze. Zresztą, jeżeli kogoś stać na Bentleya, to te 100 tyś dolarów czy euro nie zrobi mu różnicy. Dla reszty ludzi, to po prostu kolejna super-hiper limuzyna, o której można tylko pomarzyć