Słońce, upał, skwar- jednym słowem, lato w pełni. Komu w takiej niesprzyjającej wysiłkowi fizycznemu czy psychicznemu aurze chce się pracować? Nikomu. W takiej sytuacji nietrudno o niewielką pomyłkę. Bo gdy pojawiła się informacja, że dziś rusza produkcja nowego Suzuki Swift, pomyślałem że ktoś od informacji prasowych zagapił się i do notki informacyjnej dołączył zdjęcia starego modelu. Gdy zagłębiłem się w informacje, okazało się że do pomyłki nie doszło. Suzuki postanowiło odnowić model od strony technicznej, przy tylko lekkim faceliftingu nadwozia. Kicha!

Mały konkurs- kto na pierwszy rzut oka widzi różnicę między starym a nowym modelem? Jeśli widzisz, to znaczy że jeździsz Swiftem i doskonale zapamiętujesz szczegóły. Po obejrzeniu kilku zdjęć donoszę, co zauważyłem: CHYBA lekko wydłużono przednie lampy, na pewno zmieniono kształt plastiku otaczającego dolne reflektory (właściwie, to tylko zrezygnowano z wypukłego małego paska) oraz zmieniono przetłoczenie na masce i przy atrapie chłodnicy. A teraz przygotujcie się na szok- koła będą o cal większe, a do tego zrezygnowano z małego tylnego spojlera! Stylizacyjne szaleństwo dopełniły wydłużenie auta o 9 cm oraz lekka zmiana pozostałych wymiarów. Nie pamiętam auta, które mimo zmiany generacji, tak bardzo przypominało poprzednika. Nawet Volkswagen, który co drugi model Passata wprowadza po prostu większy facelifting, nie robi aż tak zbliżonych do siebie modeli. O wyglądzie Swifta wiele nowego powiedzieć się nie da. To auto doskonale znane w naszym kraju, bo w sprzedaży jest ono już od ponad 5 lat. Swojego czasu pojawiła się nawet seria Swiftów sygnowana nazwiskiem aktorki Joanny Brodzik. Choćby ten zabieg delikatnie zasugerował, że miejskie Suzuki to auto raczej dla pań. Oczywiście, gusta są różne i generalnie uważam że samochody nie mają płci, ale jednak Swift wydaje mi się być kobiecym autem. Choć nie aż tak kobiecym, jak np. Toyota Yaris.

Większa rewolucja ma dotyczyć technicznej strony Swifta. Ciężko jednak ocenić, czy Suzuki mówi prawdę, ponieważ jak dotychczas, japończycy są bardzo nieśmiali jeśli chodzi o szczegóły techniczne. Czyżby po prostu nikomu nie chciało się robić nowego auta, a szumne informacje o nowej generacji maja tylko przypomnieć klientom o podstarzałym już aucie? Zobaczymy. Na razie wiemy, że pod maską Swifta znajdą się nowe jednostki napędowe. Silnik benzynowy o pojemności 1.3 litra ma generować moc 94 KM przy maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 118 Nm. Motor wysokoprężny ma osiągać 75 KM i 190 Nm momentu obrotowego z pojemności 1.3 litra. Obie jednostki mają charakteryzować się niewielkim spalaniem- benzyniak spali średnio 5 l na 100 km a Diesel 4.2 l na 100 km. Auta będą dostępne z manualną i automatyczną skrzynią biegów. Nadwozie ma być lżejsze i bardziej wytrzymałe od tego z poprzednika. To tyle jeśli chodzi o „nowości” techniczne w Swifcie. Naprawdę nietrudno o stwierdzenie, że Suzuki na serio nie ma ochoty na produkcje nowego pojazdu, a przydałoby się sprzedać trochę aut.

W salonach „nowy stary” Swift pojawi się jesienią. Ceny zaczną się od około 40 tyś złotych. Jednak, czy warto kupować coś nowego, co na nowe nie wygląda? Nikt nie zauważy że właśnie odebraliście z salonu nowe auto nowej generacji. Oczywiście, Swift to przyzwoite auto i jeśli chcecie mieć w miarę przestronne wnętrze, niskie spalanie i miejskie gabaryty- to czemu nie? Ale zastanówcie się. Tyle kasy za opatrzone auto? Równie dobrze, można kupić używanego Swifta z 2008 roku, a jakieś 15-20 tyś zostanie w kieszeni. Japończycy nie pomyśleli o tym, że klienci lubią świeżo wyglądające auta. Szkoda